Hakuouki Shinsengumi Kitan (薄桜鬼, Thin Cherry Ghost) pierwowzór: gra otome


Dwa tygodnie temu siedziałam sobie spokojnie w domu, ciesząc się i jednocześnie przeklinając w duchu, że przede mną pełne cztery dni wolnego (jako że oczywiście tradycyjnie na jesień musiałam się rozchorować). Cieszyłam się - bo stosik moich książek jest duży, a czas nie jest moim sprzymierzeńcem, a przeklinałam - bo wysoka gorączka pozbawiła mnie możliwości zabawy na Hellconie. Postanowiłam więc podzielić czas na obowiązki i przyjemności - 1 dzień odsypiania z gorączką (gdyż i tak na nic innego nie miałam w tamtej chwili siły), 1 dzień czytania, 2 dni uczenia się. Oczywiście nie muszę dodawać, że moje plany legły w gruzach? Wszystko za sprawą wciągającej "Ja, Diablica" i pewnego intrygującego anime...

Na Hakuouki wpadłam przypadkiem. Przeglądałam sobie nowości na kreskówkach, przeczytałam pierwszy opis. Potem dopełniłam drugim z filmwebu:


"Okres Edo. Historia przedstawiona w anime rozpoczyna się przyjazdem Yokimury Chizuru do Kioto. Dziewczyna w męskim przebraniu szuka zaginionego ojca, który jest lekarzem. Podczas pobytu w Kioto, bohaterka przypadkiem wplątuje się w walkę pomiędzy demonicznie wyglądającymi "Oni" i strzegącymi spokoju w mieście "Shinsengumi". Jako niechciany świadek zostaje schwytana, jednak członkowie Shinsengumi postanawiają oszczędzić jej życie, kiedy okazuje się, że jest córką człowieka, którego także szukają."



Gdy natrafiłam na opening, przepadłam. Toż to jest moje ukochane Samurai 7 z lepszą kreską i trochę gorszą fabułą! Z ogromnym pożądaniem zabrałam się za oglądanie pierwszego odcinka. I nie pożałowałam. Co prawda miałam cichą nadzieję, że Chizuru, tak jak Mulan, zetnie włosy i założy jakieś męskie kimono. No niestety - wylądowała w różowym (no dobra, jak na kobietę przystało poprawię się i użyję właściwszego koloru - łososiowym). Niemniej jednak, mimo jej oczywistej kobiecej urody i kiepskiego przebrania, Shinsengumi widzą w niej mężczyznę (może za długo ze sobą przebywali?). Przynajmniej do momentu, gdy decydują co mają z nią począć.

I o bohaterach słów kilka:

Chizuru Yukimura to typowa kobieca ciepła klucha. Nigdy, przenigdy, nie liczę na barwne pierwszoplanowe damskie postaci w anime, co by się nie zawieść. Ta niestety także mnie nie zaskoczyła - szlachetna do bólu, troszcząca się o wszystko co się rusza oraz oczywiście, "standardzik" na deser - chociaż ma udawać samuraja i nosi katanę, jest niezdarą i z niej nie korzysta. No na miłość boską, ktoś podnosi na Was miecz - co byście zrobili? Yukimura zamyka oczy, spuszcza głowę i czeka na cios. Czy ona jest normalna?
Toshizo Hijikata to zastępca dowódcy Shinsengumi. Samuraje szanują jego zdanie, akceptują go jako przywódcę. Jest z nich najpoważniejszy, najmądrzejszy i najbardziej sprawiedliwy. Już po openingu widać, że to on skradnie Yukimurze serce.
Saito Hajime (musiałam napisać o nim jako drugim, musiałam!) to dowódca trzeciego składu Shinsengumi, mistrz władania mieczem za pomocą lewej ręki. Zazwyczaj jest cichy, tajemniczy, sprawia wrażenie niedostępnego. Odzywa się tylko wtedy, gdy potrzeba. Analizuje dogłębnie sytuację, zanim wyda rozkaz - jest skuteczny, lojalny i inteligentny. Bywa też miły i taktowny - rozbraja Chizuru w sekundę po dobyciu miecza, jednak komplementuje jej technikę walki. Cóż, swoim sposobem bycia zyskał u mnie wysokie noty i zazwyczaj to jego szukam na ekranie. W końcu jestem tylko słabą kobietą...
Okita Souji niewątpliwie podoba się większej części fanek Hakuouki - kapitan i jeden z najlepszych samurajów w pierwszym oddziale Shinsengumi, zastępca i bliski przyjaciel Toshizy. Zarówno romantyczny, jak i dowcipny. O pogodnym usposobieniu i niewyczerpanej ambicji. Nie ukrywa faktu, że jest zainteresowany Chizuru.
Shinpachi Nagakura, kapitan drugiego oddziału Shinsengumi, dodaje anime humoru. Dowcipkuje, wyjada najmłodszemu członkowi grupy, Heisuke-kun, wszystkie najlepsze kąski z przygotowanych posiłków zarzekając się, że nie ma z tym nic wspólnego. Lubi doprowadzać kompanów do ostateczności swoim zachowaniem. Poza tym, jest uzależniony od alkoholu i pięknych kobiet (co w anime jest jedynie subtelnie zaznaczone).

Sanosuke Harada to po Shinpachim kolejny radosny członek Shinsengumi. O ile Shinpachi jest raczej typem zwykłego wesołka z ogromnym wachlarzem dowcipów, Sanosuke podnosi wszystkich na duchu. Jest najlepszym informatorem w grupie, zawsze nosi na brzuchu bandaż (jak się później okazuje - ma tam ogromną szramę od nieudolnie popełnionego seppuku, czym się szczyci. Twierdzi, że nie może umrzeć, skoro sam nie potrafił pozbawić się życia.). Co trochę smutne - rzadko pojawia się w scenach akcji.
Heisuke Toudou zamyka "radosne trio" - wraz z Shinpachim i Sanosuke są w szampańskich humorach i rozładowywują trudne chwile w bazie. Jest najmłodszy i najniższy, dlatego pozostali Shinsengumi często z niego żartują. Ma porywczy charakter, ulega wpływom, jednak zawsze wraca na dobrą drogę.
O Keisuke Sannanie nie wiadomo za dużo. Nie pasuje do reszty już od początku, gdy trzyma się na uboczu i mówi niewiele. Wkrótce zostaje ranny i popada w ciężką depresję. Rysownicy też potraktowali go nie lepiej - wśród bishonenów wyróżnia się nie tyle urodą, co jej brakiem. Chociaż kruczoczarne włosy są miłą alternatywą dla niebieskich i jasnoczerwonych. To pierwszy samuraj, który wypija ochimizu.

Co ciekawe - prawie każda z postaci ma swój historyczny pierwowzór. 

Fabuła:
Co przede wszystkim odróżnia Hakuouki od pozostałych anime o samurajach to wątek fantastyczny. W Samurai 7 były mechy, tutaj mamy wampiry-oni. Stają się nimi wszyscy, którzy skosztują ochimizu - leku, który w założeniu miał dawać nadludzką siłę i gwarantować wyleczenie wszystkich ran. Jednak nie on pełni tutaj najważniejszą rolę, jest miłym i zaskakującym dodatkiem. Liczę, że druga seria rozwinie ten wątek, bardziej zakleszczy go w fabule, bo na razie nie do końca rozumiem sens wprowadzenia eliksiru do historii. Co jeszcze działa na korzyść dla fabuły - mogę wyróżnić tu drugoplanowe role damskie - intrygantki władające mieczem. Cudowna alternatywa dla niezdarnej głównej bohaterki.
W Hakuouki roi się od bishonenów*, więc niech wszystkie kobiece serca będą przygotowane na dawkę zupełnie różnych charakterów, różnych stylów bycia, technik walki i w końcu... różnych fryzur. Każdy bohater bowiem zadziwia kolorystyką i ułożeniem swoich włosów. Na szczęście sceny potyczek rekompensują ładne buźki głównych bohaterów, są wykonane z precyzją i z duchem filmów sensacyjnych. Nie szczędzą rozlewu krwi. Anime powala ilością detali - oprócz pierwszego planu rysownicy dopracowali także pozostałe, w tym tła, oraz zatroszczyli się też o inne walory, w tym - pełną kolorystykę i czasem duży, soczysty kontrast.

Kolejnym mocnym punktem jest muzyka - opening i ending od razu wpadają w ucho, w momentach napięcia w anime leci bardzo przyjemna dla ucha kompozycja, to samo w momentach prezentacji tytułu kolejnego odcinka. Odgłosy przyrody są? Są! Niewątpliwie wprowadzają w japoński klimat.

Nie mogło również ujść mojej uwadze, że prawie wszyscy główni bohaterowie mówią głosami moich ulubionych seiyū, których to kreacjami zachwycałam się choćby w Junjou Romantica, Kirepapa, Samurai 7 (!), czy nawet Kuroshitsuji.

Hakuouki ma ogromny potencjał. Żałuję tylko, że Chizuru jest bezbarwna, a całość mimo starań scenarzystów dalej aspiruje do miana "najlepszego anime w kategorii "bishoneni" roku 2010". Co by nie powiedzieć - tę serię ogląda się zaskakująco szybko. 12 odcinków przeleciało nawet nie wiem kiedy, historia powoli posuwa się do przodu. Dodałabym trochę więcej okrucieństwa i dramaturgii prawdziwej wojny do fabuły, usunęła połowę fillerów, zastępując je wydarzeniami popychającymi akcję i byłoby naprawdę przyjemnie.

Normalnie dałabym cztery mniej. Ale czy to moja wina, że na dźwięk słowa "samuraj" podnoszę głowę, a moje ślinianki zaczynają wzmożoną produkcję? Jestem bezsprzecznie i nieodwołalnie zakochana w tych wojownikach. Samo oglądanie kolorowych, narysowanych postaci, które mają imitować te prawdziwe, żyjące jakiś czas temu, napełnia mnie pozytywną energią. Dlatego dam cztery plus/(7/10) i idę oglądać drugą serię (która niestety dopiero wychodzi).


*przystojny mężczyzna

AMV (a właściwie coś na podobieństwo trailera):
Opening

-------
kadry pochodzą przede wszystkim z bananamuffin, reszta wygrzebana z grafiki w google

12 komentarzy:

  1. To akurat nie jest moja bajka :) Ale za to czekam na wrażenia z lektury 'Diablicy' :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, nie znam tego anime - ale pewnie najszybciej obejrzę je dopiero w wakacje T_____________________T

    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia (szczególnie jeśli w planach są konwenty xD')

    OdpowiedzUsuń
  3. dzisiaj mi gardło niedomaga, więc dziękuję ;) A konwentów w planie na razie nie ma, gdyż matura się zbliża, a już bilet na koncert mi się uśmiecha z półki.

    'Diablica' będzie, jeszcze dzisiaj pod wieczór!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz. :*
    Może kiedyś, za Twoją sprawą, obejrzę jakieś anime. Kto wie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. moja styczność z anime ogranicza się do Hellsinga i Czarodziejki z księżyca ;)
    ale na wrażenia z Dziablicy wyczekuje z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć!
    Fajnie opisałaś anime, do którego ja przymierzałam sie trzy razy i nijak nie idzie mi dalej (wysiadam koło czwartego odcinka). Też sie na nie napaliłam jak szczerbaty na suchary, ale wg mnie - nie grzeszy madrością ni logiką. Być może animowane Shinsengumi już na stałe będzie mi się kojarzyć z "Peacemaker", w którym jest 200% seksu na dwu nogach, czyli Hijikata-sama. Jako fance samurajów - polecam to anime z całego serca. Można w nie wsiąknąć tak jak w uniwersum z Kuro. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. zagłębię się, dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Obejrzałam dwa razy, bo bardzo mi się spodobało. Też natrafiłam na nie przypadkiem, ale po pierwszym odcinku mnie zaciekawiło, że musiałam do ostatniego obejrzeć. Świetnie opisałaś bohaterów, i również podzielam twoje zdanie względem Yukimury. Nie spodobała mi się ona, zawsze zastanawiałam się po jaką cholerę ma tę katanę skoro nie umie nawet się bronić.

    Ale poza tym anime jest fajne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że nie wzięłaś pod uwagę (tak jak większość ''znawców'' i krytyków postaci Yukimury Chizuru) różnic kulturowych. Japonia w XIX wieku, a XXI-wieczna Europa to jak niebo i ziemia. Całkowicie dwie różne kultury, nie wspominając już o ramach czasowych. Nie chcę Cię broń Boże o nic oskarżać, ale każda wyedukowana w temacie osoba ma świadomość tego, że sytuacja kobiet w Japonii znacząco różni się od naszej. Dzisiejsze Japonki wciąż walczą o rzeczy, które my, Europejki mamy od wielu lat. Rzeczy takie jak choćby równouprawnienie. W Azji zawsze stawiano nacisk na uległość kobiety, o wiele mocniej niż miało to miejsce w Europie. Dodajmy do tego fakt, że akcja gry toczy się w XIX wieku i c'est voila! Mamy typową japońską kobietę. Dzisiejsza Japonia niewiele się pod tym względem zmieniła, choć widać już drobne zmiany. Dlatego radziłabym nie oceniać Chizuru zbyt surowo. Nie chodzi o to, czy ją lubię czy nie. Ale bądźmy też realistami. Jeśli w jakimkolwiek anime historycznym znajdziesz postać żeńską, która nie byłaby uległa, to albo trafiłaś na bardzo nierealistyczną historię, albo dana postać jest ewenementem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie chodzi nawet o uległość, ale nawet o brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego. To anime nie jest nie wiadomo jak historyczne i skoro mamy tutaj do czynienia z czymś na podobę wampira, to czemu nie możemy stworzyć ciekawej i nietuzinkowej postaci kobiety? Japończykom brakuje wielu rzeczy, stąd na przykład kolorowe włosy, czy oczy w anime. To co? Mogą sobie pierdyknąć niebieskie włosy, ale laska nie może być już silna i niezależna? Skoro tak ich boli fakt posiadania podobnej urody i to zmieniają, to czemu nie zmienić i tego? Nie kupuję

      Usuń
    2. *Nie kupuję takiego tłumaczenia.

      Usuń
  10. Super !�� Ja to anime kocham jest na moim miejscu nr.1 a obejrzałam ok.50 anime w tym naruto, bleach, Death note reszta to typowe shoujo i pare yaoi �� Do tej pory dominowała Kamisama hajimemeshita ale teraz pojawiło się to !! Tam tam tam ���� No i się zakochałam ��

    OdpowiedzUsuń