„Zapach spalonych kwiatów” to kolejna książka, którą kupiłam za 1/3 ceny w księgarni w Augustowie. Zrażona kiepskim „Pożeraczem snów” zaczęłam się zastanawiać, czy jest sens w ogóle tę książkę czytać, bo pewnie znów przyniesie mi niemałe rozczarowanie. I przyniosła. Ale dość pozytywne!
North Hampton jest „miasteczkiem na końcu świata”. Niewiele osób o nim słyszało, jeszcze mniej wie, gdzie może je znaleźć. To właśnie w nim spotykamy się z na pozór zwykłymi kobietami: matką – Joanną i jej dwoma córkami – Freyą i Ingrid. Wydaje się, że dotykają je tylko i wyłącznie kłopoty zwykłych śmiertelników – Joanna ubolewa nad swoją przemijającą urodą, Freya czuje pociąg do brata narzeczonego, a Ingrid robi wszystko, by utrzymać miejską bibliotekę. Tak naprawdę te trzy niezależne i dzielne kobiety borykają się z o wiele większym problemem – są czarownicami, ale nie mogą używać swojej magii…



