W końcu, w przerwie między nauką do kolokwiów, udało mi się dokończyć książkę. Trzymałam ją naprawdę długo i aż wstyd się przyznawać ile czasu ją czytałam, rozpraszana przez cały czas innymi ważnymi sprawami (koniec semestru na uczelni nie rozpieszcza). Jacka Piekarę jak dotąd znałam tylko z "Alicji" i byłam ciekawa, czy po lekturze "Szubienicznika" też nie będę wiedziała, co mam zawrzeć w recenzji. Czy lektura okazała się interesująca?
Rzeczpospolita, koniec XVII wieku. Na dwór stolnika Hieronima Ligęzy zjeżdżają się kolejni goście, którzy twierdząc, że dostali osobiste zaproszenie (co potwierdzają listem z podpisem i pieczęcią) domagają się obiecanej pomocy w związku z rozwiązaniem ich osobistych problemów. Ligęza załamuje ręce, bo żadnego z przybyłych nie zna, ale oczywiście gościnność nakazuje przyjąć każdego, kto pod dom zajedzie. Jednocześnie Hieronim wzywa swojego drogiego przyjaciela, Jacka Zarembę, by ten pomógł mu rozwiązać zagadkę - kto i w jakim celu sprosił do stolnika tych zupełnie mu obcych mężczyzn?


