Następny dzień był już mniej łaskawy - od rana się chmurzyło i było też zimniej, więc tym razem na festiwal zabrałam wór ubrań, bo jestem strasznym zmarzluchem.
Dnia drugiego naszymi faworytami byli IAMX i w jakimś tam mniejszym stopniu Thirty Seconds to Mars, więc nie spieszyłyśmy się zbytnio z wyjazdem z hostelu (poza tym bardzo bolały nas mięśnie po szampańskiej zabawie na Ghost i R+). Gdy zdążałyśmy do wejścia, na scenie grali Negamaro. Gdy znalazłyśmy sobie miejsce przy ławkach pod parasolami z napisem "Carlsberg" uderzyła nas skandalicznie mała ilość osób obecnych na festiwalu. O ile pierwszego dnia lotnisko no... prawie pękało w szwach, o tyle dnia drugiego była względna cisza i spokój, brak kolejek do Toi Toiów, co się stało? Czyżby aż tak słaby lineup i nietrafiony termin festiwalu? Bardzo możliwe.





