Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zespoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zespoły. Pokaż wszystkie posty

Enter Shikari (Warszawa, Proxima, 19.01.2013)


WSTĘP I WRAŻENIA Z PODRÓŻY

Moja historia z Enter Shikari zaczęła się w dość wstydliwy i śmieszny sposób. Swego czasu w Internecie było pełno poradników pt. :"Jak być emo i scene", a ja akurat wpasowałam się z kreowaniem własnego wizerunku w sam środek fali na dzieci emo. Poradniki, nożyczki do obcinania włosów i tony czarnej kredki do oczu poszły w ruch. Oczywiście, to był dopiero pierwszy krok, kwalifikujący mnie do nazywania się scene. Bycie emo sprowadzało się do myślenia w odpowiedni sposób i słuchania odpowiedniej muzyki. I tak, przez całkowity przypadek, trafiłam na trzy zespoły, które do dzisiaj ubóstwiam, chociaż z pajacowania wyrosłam już dawno :) Jednym z nich byli właśnie Enter Shikari...

MUSE, The 2nd Law Tour! (Łódź, Atlas Arena, 23 listopada 2012)

Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, jak wielkim i fantastycznym zespołem jest Muse, to odłóż płyty studyjne na bok i leć na koncert! Wiem, dla niektórych to zdanie może mieć wydźwięk pejoratywny i pewnie pojawią się tacy, którzy się na śmierć obrażą i stwierdzą, że się wywyższam, bo miałam okazję zobaczyć zespół na żywo. Ale powiem Wam tak: Chyba nie znam osoby, która po przesłuchaniu płyty nie jest ciekawa tego, jak chłopcy dają sobie radę live. Przy czym "dają radę" to dla nich wielce krzywdzące określenie... 

23 listopada 2012 roku w Łodzi atmosfera była gęsta już od rana. Coś wisiało w powietrzu... Po godzinie trzynastej na ulicach centrum było spokojnie, wszyscy w żółwim tempie kierowali się do pracy lub do swoich mieszkań. Ale chwila! Flegmatyzm w Łodzi w piątkowe popołudnie?! Czy to Armageddon?! Nie, po prostu większość mieszkańców tego miasta już zaczęła przygotowania do koncertu (czy to w pracy, czy to w domu), tudzież już od kilku godzin siedziała pod halą. 

Ja, kierowana wspomnieniami z poprzednich koncertów w łódzkiej Arenie, nie spieszyłam się specjalnie i nie wystawałam kilka godzin w zimnie po to, by zająć dogodne miejsce. Razem z chłopakiem byliśmy na miejscu około godziny 18, kiedy miały się otworzyć bramy. Okazało się, że wpuszczają tylko przez dwa wejścia, a kolejki są ogromne. Na szczęście, idąc ze zwieszonymi głowami na koniec, spotkaliśmy po drodze moje dwie znajome. I tym sposobem, w ciągu zaledwie 2-3 minut od otwarcia, szybko znaleźliśmy się w środku...

Paul Trynka "Iggy Pop: Open up and bleed. Upadki, wzloty i odloty legendarnego punkowca"

"Ze wszystkich masek, jakie zakładamy, najlepszą ochronę może dawać maska statecznej normalności."
Rockandrollowy zwierz, a może inteligentny i uczynny dżentelmen? Kim tak naprawdę był Iggy Pop?

Kto z Was nie zna Iggy'ego Popa? Na pewno, jeśli nie słyszeliście o nim samym, kojarzycie choć jedną z jego piosenek. Iggy to legenda punka, legenda dobrego rocka. Iggy to ikona - ale nie tylko muzyki, bo także spektakularnego upadku, balansowania na krawędzi życia i śmierci, ubóstwa i bogactwa. To dowód na to, że można prowadzić wyniszczający konflikt dwóch postaci w swoim własnym ciele.

Jim Osterberg, czy Iggy Pop?  

Paul Trynka zaczyna snuć historię Popa, przybliżając nam jego wczesną młodość. Dowiadujemy się, że mały Jim Osterberg mieszkał na osiedlu przyczep, czego wstydził się z całego serca. W szkole był cichym i niezwykle bystrym uczniem, dla którego nauka była w życiu najważniejsza. Później zainteresował się polityką i wszyscy wróżyli mu rychłą i spektakularną karierę. On sam coraz częściej zadawał się ze "sferami wyższymi", ludźmi często bogatymi, a na pewno wpływowymi. A ponieważ od zawsze interesowała go muzyka, to nic dziwnego, że niedługo potem wylądował w pierwszym rockowym zespole...

Ośmieliłam się kiedyś powiedzieć, że w Łodzi nic się nie dzieje - czyli Further & Beyond the Post-rock w Łodzi.

Tak, jak w tytule: Ośmieliłam się kiedyś powiedzieć, że w Łodzi nic się nie dzieje, że jest to koncertowa pustynia i w ogóle nie warto wychodzić z domu na wieczór - "Bo owszem, mamy Atlas Arenę, którą gwiazdy wielkiego formatu odwiedzają średnio 2-4 razy w roku, ale zero ciekawych, wysmakowanych i dość elitarnych klubów z ponadprzeciętnymi zespołami". Potem poznałam działalność młodego i rządnego porządnego ukulturalnienia łodzian Bhaarta i zrobiło mi się głupio. Zaczął on zapraszać do ciasnych, klimatycznych, typowo łódzkich klubów zespoły, które porażają swoją świeżością i energią. A ja, jako typowy przedstawiciel rasy późnowieczornych kanapowców, straciłam wymówkę i zaczęłam wychodzić z domu po godzinie 20. 

Tym razem "przywiało mnie" na drugą część festiwalu (a może raczej serię koncertów?) "Good Warning: Further & Beyond the Post-rock cz. II", który odbywał się 29 kwietnia. Na moją decyzję o pójściu złożyły się trzy rzeczy - Good Warning! samo w sobie, które gwarantuje dobrą zabawę i nietuzinkowych ludzi, miejsce: klub DOM na Piotrkowskiej 138/140, w którym jeszcze nie miałam okazji gościć, a który kusił swoim położeniem oraz oczywiście sami artyści - nikogo wcześniej nie znałam, a nagrania udostępnione na youtube zaostrzyły mi apetyt na więcej.

Sprawdź: Family Force 5

Wiem, że tego typu posty nie cieszą się zbytnim uznaniem wśród znacznej większości książkoholików, która zagląda na mojego bloga, ale muzyka to nieodłączna część mojego ukulturalniania się. Niezależnie od tego do którego gatunku należy.

Family Force 5 to pięcioosobowy zespół z Ameryki grający crunk rocka. Ich muzyka często jest porównywana do tej spod nurtu christian, gdyż wszyscy członkowie zespołu są praktykującymi chrześcijanami, a i w ich piosenkach nie brakuje wielu nawiązań do samego Boga i wiary.

I tu zaczynają się schody! Wiele osób nie potrafi sobie wyobrazić, że artyści, którzy grają muzykę TEGO TYPU są wierzący, a co więcej - dedykują swe dokonania Bogu. Takie przekonanie jest w dużej mierze skutkiem stereotypowego myślenia, któremu i ja (niestety) uległam. Chłopcy jednak za nic mają sobie zdziwienie malujące się na twarzach osób, które dopiero co o nich usłyszały, omijają ich opuszczone do ziemi szczęki i grają dobrego rocka.

Co więcej, tych pięciu chłopaków "z osiedla", takich zwyczajnych, ludzkich i miłych ma także swoją drugą naturę, którą w całości opisują ich piosenki - cały zespół jest zdrowo zakręcony, energiczny, zawsze gotowy do działania i nie stroniący od rozrabiania i dowcipkowania. Jeśli myślicie, że członkowie przedstawiają się na scenie imieniem i nazwiskiem, to jesteście w błędzie. Tam nie ma miejsca dla Solomona, czy Dereka. Zamiast tego są: Soul Glow Activatur, Crouton, Fatty, Nadaddy i Chap Stique.

Jaka jest ich muzyka? Świeża. Tak, to dobre słowo: świeża, energetyzująca i szalona. Każdy miłośnik radosnych, nowoczesnych brzmień znajdzie coś dla siebie. Rytm wilczej części utworów sprawia, że człowiek musi się poderwać do tańca. A gdy już to zrobi - nie potrafi przestać!

A czego słuchać w święta?

Piernik rośnie w piekarniku, sernik już się studzi... Kapusta z grochem dochodzi w garnku na balkonie, jabłka z cynamonem pachną w całym domu. Ajax o zapachu konwalii wsiąknął w podłogi, choinka rozsiewa zapach pierniczków... święta!

   

Cała moja choinka na dole posta :)

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, chciałabym Wam wszystkim życzyć ciepłej, spokojnej i radosnej Wigilii spędzonej z bliskimi oraz dużo miłości i akceptacji. A na nadchodzący rok? Przede wszystkim duuuużo ukulturalnienia we wszystkich możliwych zakresach, nieskończonych pokładów energii i inspiracji oraz uśmiechu i zdrowia - z nimi życie naprawdę będzie łatwiejsze.

Dawno nie pisałam już o muzyce, a w końcu nie ma nic lepszego niż ucieranie masła z cukrem i podrygiwanie w rytm świątecznych piosenek. Ale czy muszą być one oklepane, takie jak zwykle? Ja tam wolę oryginalne! Co znajduje się w moim odtwarzaczu, gdy sprzątam, pichcę i lecę po kolejne produkty do sklepu?

Sprawdź: Her Name Is Calla

Dawno nie polecałam Wam już zespołów, a okazja do tego nadarzyła się przednia. W tę niedzielę, tj. 3 lipca 2011 roku w Łodzi, w klubie Stara Szwalnia odbyła się już czwarta edycja festiwalu pod szyldem "Good Warning!". Chociaż tego dnia prym wiodły kapele hardcore, czy też screamo, ja czekałam na kogoś zupełnie innego. Od osiemnastej siedział w klubie. Dość niski, niepozorny blondyn, w zwykłym t-shircie i za dużych spodniach wytartych na końcach nogawek. Kręcił się po całym klubie sącząc piwo i obserwując nowoprzybyłych. Był to Tom Morris. Na oko trzydziestoletni muzyk, o którym w Polsce nikt prawie nie słyszał. A to naprawdę wielka szkoda.

Tom Morris jest głównym wokalistą i gitarzystą w zespole o nazwie "Her Name Is Calla" grającym post-rock. Komu jednak taka plakietka coś mówi? Postaram się zatem Wam wyjaśnić własnymi słowami jaką muzykę ów zespół prezentuje:

Sprawdź: The Birthday Massacre.

Pamiętasz, jak z zapartym tchem oglądałeś lub czytałeś "Niekończącą się opowieść"? Jak chłonąłeś historie o Alicji z Krainy Czarów, albo jak czytałeś baśń o Królowej Śniegu? Więc znasz ten wspaniały, mroczny, bajeczny klimat. Bezpieczny kokon, który owija Cię szczelnie, ilekroć zanurzysz się w świecie swojej wyobraźni. Czujesz się tam niezwykły, jedyny w swoim rodzaju, chociaż wciąż dopada Cię ten dreszczyk emocji... gdzieś tam, w ciemności, czai się potwór. "Nie opuszczaj swoich rodziców, nie zostawaj sam" szepczesz sam do siebie, zaciskając kurczowo palce na swojej kołderce. I póki z nimi zostajesz, nic Ci nie grozi. Aż do następnej nocy...