Kate Hewitt, India Grey "Za jakie grzechy"

Z takimi seriami jest jak z jedzeniem jednego rządka ukochanej czekolady - legenda głosi, że ktoś kiedyś podołał wyzwaniu i reszty nie tknął. Ponieważ nadal walczę ze swoim brakiem silnej woli, to będzie to idealna wymówka, żeby zakupić pozostałe części. No, ale może zacznę od początku.

Tom "Za jakie grzechy" opowiada historię dwóch z ośmiu sióstr Balfour, których ojcem jest niesamowicie bogaty Anglik. Ale, właśnie, czy na pewno biologicznym? Życie Zoe staje do góry nogami, gdy ta dowiaduje się, że z Oscarem Balfourem nie łączy ją kod genetyczny, a jedynie zmarła matka. Wyjeżdża do Nowego Jorku, by znaleźć swojego prawdziwego ojca i uciec od wścibskich spojrzeń. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że w Nowym Jorku znajdzie też miłość.

Bohaterką drugiej części tomu jest Emily - zapalona baletnica. Po kłótni z ojcem i odkryciu niewygodnej medialnie tajemnicy rodziny ucieka z domu i postanawia utrzymać się sama. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo... szczególnie, że w pracy przeszkadza jej dawny znajomy.

Leo Babauta - 52 zmiany + szykująca się duża zmiana też tutaj - na blogu :)

Czujecie, że ten rok będzie inny? Ja tak, mimo nieustannej (począwszy od 1 stycznia) walki o jak najlepsze zaliczenie semestru na uczelni i wystartowanie w projekcie z IKEA (o tym będzie na pewno więcej już niedługo!). Czasu nie mam zbyt dużo, walka zakończy się koło 28 lutego.

Mimo wszystko nauka nie jest jedynym przedmiotem mojego zainteresowania, choć niewątpliwie pochłania moje myśli w średnio 80%. 

Nie czas tutaj teraz jednak na przeprosiny, że długo mnie nie było, czy zaniedbuję, bo bez akcji będą to puste słowa. Umówmy się, że ogarnę się i zbiorę swoje cztery litery i koło połowy maja będziecie mogli podziwiać tego efekty. 

Leo Babauta oraz moje przemyślenia noworoczne skłoniły mnie do tego, żeby się zmienić. Wprowadzić dużo ciekawych nowości do mojego codziennego życia i czerpać z niego garściami, bo jest tylko jedno. Począwszy od połowy marca przedstawię Wam mój dość odważny (bo czasochłonny) projekt blogowy i będę się spowiadać również ze zmian, które poczynię w moim życiu. Do nich na pewno dołączę te, które zawiera ta mała niepozorna książeczka, o której powinnam w końcu powiedzieć trochę więcej.

Samantha Shannon "Czas żniw"

NIE CZYTAJ. Przecież może jeszcze się okazać, że Cię to zainteresuje... 

Rok 2059, Londyn. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney, znana także jako Blada Śniąca, pracuje w podziemiach Sajonu, włamując się do ludzkich głów i pozyskując potrzebne informacje. Dziewczyna, jak każdy jasnowidz, powinna w ogóle nie istnieć, nie ma racji bytu. Tak, jak większość innych, można by rzec - nadnaturalnych, wkrótce zostaje pojmana i wysłana do kolonii karnej, gdzie dostaje ultimatum - albo będzie współpracować, albo pożegna się z życiem.

"Oprócz tej ziemi i oprócz rasy ludzkiej istnieje świat niewidzialny i królestwo duchów. Ten świat nas otacza, gdyż jest wszędzie." || Charlotte Bronte



Susan Mallery "Słodka wolność" + obraz współczesnych romansów

Nicole pracuje w odziedziczonej po rodzicach cukierni. Opiekuje się dwoma siostrami (choć te już dawno osiągnęły pełnoletniość), ciężko pracuje i... ma już tego dość. Chce zrobić w końcu coś dla siebie i tylko dla siebie. Pewnego dnia jej życie przewraca się do góry nogami, gdy pewien nastolatek, Raul, kradnie ciastka z jej cukierni. Po telefonie na policję w drzwiach staje niezwykle przystojny mężczyzna - Hawk, opiekun szkolnej drużyny, w której Raul pełni rolę rozgrywającego. Chce załatwić sprawę polubownie, bez ingerencji osób trzecich. Czy takiemu facetowi można odmówić?

Ostatnio zadaję sobie pytanie - jak to jest, że w romansach główna bohaterka nigdy nie odznacza się olśniewającą urodą albo, tak po prostu, nie jest szczególnie ładna. Czyżby autorzy książek kierowali się stereotypem, że romanse czytają same brzydkie i nieszczęśliwe kobiety? 

Kolejnym ciekawym spostrzeżeniem, które mam po przeczytaniu kilku podobnych książek jest to, że ten jedyny zawsze, ale to zawsze, jest przystojny i, tak w skrócie, boski w każdym calu. Kobiety nie mają już prawa zakochać się w mężczyźnie całkowicie przeciętnym z wyglądu, który wyróżnia się nieprzeciętną inteligencją albo ciekawym hobby, a nie umięśnioną i twardą klatą? 

Kobiety zawsze burzą się, że to faceci są wzrokowcami, że najpierw patrzą zawsze na figurę i twarz i nie dostrzegają naszego bogatego wnętrza. Przez to powstają romanse, w których brzydkie, mało atrakcyjne lub po prostu zwyczajne kobiety zostają docenione za swoje wnętrze przez... no właśnie, kogo? Opalonego atrakcyjnego faceta z twardą klatą i białymi zębami. Ewentualnie przez boskiego ciemnowłosego romantyka z tajemniczym spojrzeniem i kształtnym tyłkiem. No naprawdę? Krzyczymy na mężczyzn, że kierują się tylko wyglądem, a potem same w naszych fantazjach robimy to samo? Hipokryzja, gdyby mogła, zaszłaby nas od tyłu i dałaby nam w łeb. Podwójne standardy? Skończmy z tym! 

Jim Butcher "Śmiertelna groźba"

Panie Dresden, co z panem? Pana urok był zawsze tak niezwykle silny! A teraz? A teraz męczyłam się z panem ponad tydzień! 

Nie wiem, czy problem leżał we mnie i w tym, że wyjątkowo nie chciało mi się czytać podczas mojego wyjazdu, czy w tym, że ta część była po prostu słaba. Myślę, że wina rozkłada się dokładnie po połowie, ale to "Śmiertelnej groźby" wcale nie ratuje. Ten tom był po prostu dość... nudny. Zaczynało się ciekawie - duchy w całym Chicago zaczęły wariować, Dresden wraz z pomocą dość ciekawej postaci - Michaela (rycerza samego Pana Boga!) począł je poskramiać i naraził się (znowu) swojej matce chrzestnej. Ta wybuchowa mieszanka została doprawiona najczarniejszym z czarnych charakterów i przełamana szczyptą miłości. Dlaczego więc miałam tak okropną blokadę przed przerzucaniem kolejnych stron? 

Butcher w tym tomie nie potrafił zatrzymać mnie na dłużej, nie poprowadził historii tak, bym trzęsła się z podniecenia na myśl "Co będzie dalej?!". Do tego wszystkiego Bob jakoś szczególnie w tej opowieści nie "Bobował" (a szkoda, wielka szkoda) i chociaż miał intrygujący zamiennik w postaci Michaela, to jednak pan Rycerz nie jest nawet w 30 procentach tak zabawny jak duch pomieszkujący w czaszce. Nawet Dresden ostatnio zamienił cięty język na wzdychanie do płci przeciwnej.