Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harlequin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harlequin. Pokaż wszystkie posty

Kate Hewitt, India Grey "Za jakie grzechy"

Z takimi seriami jest jak z jedzeniem jednego rządka ukochanej czekolady - legenda głosi, że ktoś kiedyś podołał wyzwaniu i reszty nie tknął. Ponieważ nadal walczę ze swoim brakiem silnej woli, to będzie to idealna wymówka, żeby zakupić pozostałe części. No, ale może zacznę od początku.

Tom "Za jakie grzechy" opowiada historię dwóch z ośmiu sióstr Balfour, których ojcem jest niesamowicie bogaty Anglik. Ale, właśnie, czy na pewno biologicznym? Życie Zoe staje do góry nogami, gdy ta dowiaduje się, że z Oscarem Balfourem nie łączy ją kod genetyczny, a jedynie zmarła matka. Wyjeżdża do Nowego Jorku, by znaleźć swojego prawdziwego ojca i uciec od wścibskich spojrzeń. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że w Nowym Jorku znajdzie też miłość.

Bohaterką drugiej części tomu jest Emily - zapalona baletnica. Po kłótni z ojcem i odkryciu niewygodnej medialnie tajemnicy rodziny ucieka z domu i postanawia utrzymać się sama. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo... szczególnie, że w pracy przeszkadza jej dawny znajomy.

Susan Mallery "Słodka wolność" + obraz współczesnych romansów

Nicole pracuje w odziedziczonej po rodzicach cukierni. Opiekuje się dwoma siostrami (choć te już dawno osiągnęły pełnoletniość), ciężko pracuje i... ma już tego dość. Chce zrobić w końcu coś dla siebie i tylko dla siebie. Pewnego dnia jej życie przewraca się do góry nogami, gdy pewien nastolatek, Raul, kradnie ciastka z jej cukierni. Po telefonie na policję w drzwiach staje niezwykle przystojny mężczyzna - Hawk, opiekun szkolnej drużyny, w której Raul pełni rolę rozgrywającego. Chce załatwić sprawę polubownie, bez ingerencji osób trzecich. Czy takiemu facetowi można odmówić?

Ostatnio zadaję sobie pytanie - jak to jest, że w romansach główna bohaterka nigdy nie odznacza się olśniewającą urodą albo, tak po prostu, nie jest szczególnie ładna. Czyżby autorzy książek kierowali się stereotypem, że romanse czytają same brzydkie i nieszczęśliwe kobiety? 

Kolejnym ciekawym spostrzeżeniem, które mam po przeczytaniu kilku podobnych książek jest to, że ten jedyny zawsze, ale to zawsze, jest przystojny i, tak w skrócie, boski w każdym calu. Kobiety nie mają już prawa zakochać się w mężczyźnie całkowicie przeciętnym z wyglądu, który wyróżnia się nieprzeciętną inteligencją albo ciekawym hobby, a nie umięśnioną i twardą klatą? 

Kobiety zawsze burzą się, że to faceci są wzrokowcami, że najpierw patrzą zawsze na figurę i twarz i nie dostrzegają naszego bogatego wnętrza. Przez to powstają romanse, w których brzydkie, mało atrakcyjne lub po prostu zwyczajne kobiety zostają docenione za swoje wnętrze przez... no właśnie, kogo? Opalonego atrakcyjnego faceta z twardą klatą i białymi zębami. Ewentualnie przez boskiego ciemnowłosego romantyka z tajemniczym spojrzeniem i kształtnym tyłkiem. No naprawdę? Krzyczymy na mężczyzn, że kierują się tylko wyglądem, a potem same w naszych fantazjach robimy to samo? Hipokryzja, gdyby mogła, zaszłaby nas od tyłu i dałaby nam w łeb. Podwójne standardy? Skończmy z tym! 

Ilona Felicjańska w rozmowie z Anetą Pondo "Cała prawda o..."

Nigdy, przenigdy nie myślałam o byciu modelką. Może dlatego, że od małego drogę do kariery zawsze zamykała mi nadwaga, a potem po prostu za dużo kilogramów tu i ówdzie? Wybory miss mnie drażniły i drażnią do dziś - co jest w tym takiego ekscytującego? I jak wybrać tę najładniejszą spośród wszystkich, jak dla mnie, jednakowych? Niemniej jednak, gdy dostałam propozycję zapoznania się z "Cała prawda o...", nie wahałam się - Ilonę Felicjańską widziałam po raz pierwszy w programie u Łukasza ("20m2 Łukasza") i wydała mi się odważną, choć nadal lekko zagubioną osobą. Program na YT słynie z tego, że autor rozmawia ze sławnymi osobami jak równy z równym, przez co można poznać je od innej strony - tej najbardziej podstawowej, ludzkiej. Wiadomo jednak, że Łukasz ma określony czas na przeprowadzenie wywiadu, a wiele historii zostaje nieopowiedzianych. Mnie aż tak bardzo życie osobiste innych ludzi nie interesuje - nie wchodzę na kozaczki, pudelki, czy inne pieprzyki i nie rozpamiętuję gal, na których poszczególnym gwiazdom widać było majtki. Dostałam jednak propozycję właściwie nie do odrzucenia - poczytać o tym, jak pani Ilona odbiera świat showbiznesu. My, Polacy, mamy taką okropną przypadłość - łatwo oceniamy to, czego kompletnie nie znamy. A może pozwolilibyśmy mówić tym, którzy mają prawdziwe doświadczenia?

Trish Wylie "Kto się śmieje ostatni"

Problem z romansami polega na tym, że jest ich na rynku naprawdę mnóstwo. Trzeba więc napisać historię, która będzie się chociaż trochę wyróżniać. Ale trzeba uważać na to, by przy jej tworzeniu za bardzo nie przekombinować...

Każdy dzień Mirandy Kravitz jest zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach, łącznie z tym, co zje na śniadanie. Ludzie przy niej skaczą, są niezwykle mili i uczynni, a dziewczyna mimo wszystko czuje się niezwykle samotna. Bo jak tu komukolwiek zaufać i mieć pewność o jego szczerych intencjach, jak się jest córką burmistrza Nowego Jorku? Wyjazdy, spotkania i uśmiechanie na zawołanie może być bardzo męczące. Dodajmy do tego nowego osobistego ochroniarza, Tylera, który powziął sobie za punkt honoru nie opuszczać swojej podopiecznej na krok - w tym momencie Miranda mówi "dość" i robi wszystko, by zdenerwować i zniechęcić swojego nowego goryla. Szkoda tylko, że z każdym dniem wydaje jej się coraz bardziej pociągający...

O ile mnie pamięć nie myli, to dawno temu oglądałam film, którego fabuła była bardzo podobna, tyle że przeznaczona dla młodszych odbiorców. Ja, na samą myśl o pikantniejszej "powtórce z rozrywki", aż przebierałam nogami, bo lubię historie o niepokornych, zadziornych dziewczynach.

Jessica Hart "Kronika ślubnych wypadków"

KISS to nowa seria Harlequin, która od razu wpadła mi w oko. Ma być zabawnie i zmysłowo - no wprost idealnie na wakacje! Ja co prawda siedzę jeszcze w środku sesji, ale nie mogłam się powstrzymać i z "Kroniką ślubnych wypadków" spędziłam wczorajszy wieczór. 

Pani inżynier Firth Williams planuje wszystko w najdrobniejszych szczegółach - dzięki temu ma dobrą pracę i w miarę poukładane życie. Jej wewnętrzny spokój burzy katastrofa - jej młodsza przyrodnia siostra Saffron, celebrytka pełną gębą, prosi ją o zastąpienie honorowej druhny i wyprawienie wieczoru panieńskiego. Na domiar złego, zarządca posiadłości Whellerby, niezwykle pociągający George, zachowuje się kompletnie nieprzewidywalnie - i jak tu cokolwiek zaplanować?! 

"W końcu coś o paniach inżynier!" - wykrzyknęłam, czytając opis z tyłu książki. No bo jak to tak - są romanse z prawniczkami, właścicielkami sklepów, nawet policjantkami! A co z dziewczynami po Politechnikach? Firth ma rzeczywiście wykształcenie z przedmiotów ścisłych, ale jest przy tym potraktowana dość stereotypowo - nie dość, że para się męską robotą, to jeszcze musi być dość sztywna i bardzo umiarkowanie kobieca. Jednak jej mocny charakter, ambitne dążenie do wytyczonych celów, potrzeba samodzielności i niezależności to coś, co bardzo cenię w kobietach.

Megan Hart "Barwy pożądania"

Bardzo nie lubię się uprzedzać. Zanim wyrobię sobie zdanie na temat danego gatunku, muszę przynajmniej trzy razy go "ugryźć". Do lektury "Barw pożądania" podchodziłam sceptycznie. Nie chciałam powtórki z "Tajemnic Emmy", a czekała na mnie lektura dwa razy dłuższa...

Paige skończyła zarządzanie, pracuje jako asystentka w firmie, nie zarabia kokosów, ale na życie w całkiem niezłej dzielnicy jej wystarcza. Jej hobby to kupowanie rozmaitych przyborów piśmienniczych - lubuje się w przepięknej papeterii i dobrze wyważonych piórach. Któregoś dnia, w jej skrzynce na listy, pojawia się koperta, a w niej mała karteczka. Liścik wykaligrafowany jest nadzwyczaj starannie, a co jest na nim napisane? 
"Weźmiesz najpiękniejszy papier i najlepszy atrament. Opiszesz ze szczegółami swoje najbardziej erotyczne doświadczenie. Może być, prawdziwe, może być wymyślone, ale masz je napisać bez błędów, najstaranniejszym charakterem pisma, bez żadnych kleksów ani literówek. Opis dostarczysz do czwartku." 
Czy te listy są naprawdę pisane do niej? A może ktoś się pomylił? 

Alex Kava - "Kolekcjoner"

Kolekcjoner - to brzmi dumnie! Takim określeniem nazywamy osobę z ogromną pasją, która w niesamowicie skrupulatny sposób dba o swoje okazy i potrafi bez większego problemu znaleźć kolejne perełki do swojej kolekcji (czy to przez wymianę, czy to przez przesiadywanie godzinami na serwisach aukcyjnych). Kolekcjonowanie butów, znaczków, czy koszulek z każdego odwiedzonego miejsca nikogo nie dziwi. Czasem jednak zdarzają się dewianci, którzy za nic mają respekt do martwego ciała.

Maggie O'Dell, agentka FBI, posiadała w swojej karierze mnóstwo ciężkich i wyczerpujących spraw. Jednak, gdy na Florydzie straż przybrzeżna wyłowiła pojemnik wypełniony częściami ludzkiego ciała, Maggie wiedziała, że szykuje się grubsza robota - szczególnie, że odkryte członki nie należały do jednego właściciela...




Debbie Macomber "Sklep na Blossom Street"

Lydia Hoffmann, po 2 udanych bataliach z rakiem, postanawia raz mieć coś swojego, żyć pełnią życia i nie oglądać się wstecz. W Seattle, na Blossom Street, otwiera sklep z włóczkami. Kobieta ma nadzieję, że uda jej się uniknąć rychłego zamknięcia z powodu braku klientów, więc postanawia włączyć do oferty swojego sklepu naukę robienia na drutach. W niedługim czasie, na lekcje zgłaszają się trzy różne kobiety, które zupełnie przypadkowo znalazły się w sklepie. Każda z nich jest w innym wieku, boryka się z innym problemem, pochodzi z innego środowiska i pozornie żadnej nie łączy z resztą zupełnie nic. Jednak w miarę upływu czasu i kolejnych lekcji robienia na drutach, zaczynają się do siebie zbliżać i przed sobą otwierać...

Jacqueline Donovan jest starszą, bogatą i dość niemiłą osobą. Często narzeka i patrzy spode łba na Alix, w jej oczach niereformowalną kryminalistkę. Na lekcje Lydii uczęszcza głównie po to, by zrobić na drutach prezent dla jeszcze nienarodzonej wnuczki - w geście pojednania z synową.

Carol Girard to bardzo smutna, ale szalenie sympatyczna osoba, która posiada wszystko... za wyjątkiem dziecka. Stara się o nie, jak tylko może. Przeszła już dwa zabiegi in vitro. Oba nieudane. W głębi serca czuje, że tym razem się powiedzie, dlatego chce zrobić kocyk, którym już niedługo okryje maleństwo.

Susan Wiggs "Zanim nadejdzie ciemność"

Co byście zrobili, gdyby ktoś nagle zrzucił na Was bombę z informacją, że niedługo kompletnie stracicie wzrok? Ja nigdy długo się nad tym nie zastanawiałam. Głównie dlatego, że nie chcę nawet sobie tego wyobrażać. Wzrok jest dla mnie jednym z najważniejszych zmysłów i nie potrafiłabym chyba bez niego żyć... 

Podobną informację otrzymuje znana fotografka, Jessie Ryder, która od lat uciekała od swoich problemów i zobowiązań i nigdzie na dłużej nie zagrzała miejsca. Zwiedzała świat, robiła wspaniałe zdjęcia i poznawała coraz to nowych mężczyzn. Ale od własnego życia uciec się nie da - szesnaście lat temu oddała swoją nowo narodzoną córkę do adopcji i wyszła ze szpitala, zostawiając noworodka w inkubatorze... Od tego czasu demony przeszłości ścigają ją nieustannie. Dowiedziawszy się, że niedługo będzie niewidoma, Jessie decyduje się ruszyć wprost do domu, w którym mieszka jej dziecko, by zdążyć jeszcze nacieszyć się jego widokiem i naprawić ich relacje. Skąd wie do których drzwi zapukać? To bardzo proste - adopcyjną matką Lili została Luz, rodzona siostra Jessie...

Susan Crosby "Sekrety Los Angeles"

Nate, Sam i Arianna poznali się w wojsku i wtedy też postanowili założyć agencję detektywistyczną w Los Angeles. Książka, którą macie przed oczami, przedstawia ich historie miłosne.

Zaczynamy od Nate'a, który dostaje zlecenie udowodnienia mężczyźnie zdrady. W tym celu musi przez weekend udawać służbę w domu, do którego wyjeżdża mąż klientki i jego asystentka. Problem jest tylko jeden - Nate nie potrafi gotować. Trzeba więc zatrudnić jeszcze jedną osobę, kobietę, która będzie udawała jego żonę. Wybór pada na Lyndsey, sekretarkę biura. Ta bez wahania się zgadza, gdyż zawsze marzyła o pracy detektywa oraz o zainteresowaniu ze strony Nate'a. Czy ich kamuflaż się powiedzie? Czy znajdą dowody obciążające mężczyznę? I, w końcu, czy Lyndsey dostanie to, czego chce?

Następną opowieścią jest historia Sama. Wraca on do miasta na kolejny bal z okazji jubileuszu matury, by po dobrych kilku latach spotkać swoją dawną miłość - Danę. Nie oczekuje od niej wiele, chce po prostu na nią popatrzeć. Serce Dany bije mocniej, gdy widzi go w tłumie, chce nawet ponownie się z nim spotkać. Dzieli ich jednak dość mroczna i bolesna przeszłość, wiele niedopowiedzianych słów. Poza tym Dana, pani senator, zaczyna dostawać listy z pogróżkami. Czy oboje dogadają się na tyle, żeby odkryć od kogo one pochodzą? Czy wytłumaczą sobie dawne żale?

Dzieje Arianny to historia zamykająca. Kobieta chce za wszelką cenę wyjaśnić zabójstwo swojego ojca, które miało miejsce wiele lat temu. Niestety, wszystkie dokumenty o popełnionym przestępstwie są ściśle tajne i nie ma do nich dostępu. Chyba, że poprosi o pomoc starego znajomego - Joego, który pracuje w policji i którego ojciec prowadził sprawę tego właśnie zabójstwa. Informacje, które wspólnie odkryją mogą być naprawdę szokujące...

Nora Roberts "Lilah i Suzanna"

Znacie to uczucie, gdy zamykacie pierwszą część książki i macie palącą potrzebę sięgnięcia po drugą? Ja tak i dlatego bardzo się cieszę, że miałam ją pod ręką i mogłam zacząć lekturę od zaraz!

Lilah, marzycielka, która nigdy nie odmówi sobie flirtu z miłym mężczyzną ratuje z oceanu rannego mężczyznę. Instynktownie rzuca się w fale i cumuje go do brzegu, a potem znów bez chwili zastanowienia przywozi go do domu i zaczyna się nim opiekować. Max, bo tak nazywa się tajemniczy przybysz, w podzięce za uratowanie życia pomaga Lilah w poszukiwaniu zaginionych szmaragdów. Czy uda im się je znaleźć? A może, po drodze, znajdą coś jeszcze, coś o wiele piękniejszego?

Suzanna, skrzywdzona i zamknięta w sobie, poprzysięga sobie, że nigdy nie zwiąże się z żadnym mężczyzną. Liże swoje rany i zajmuje się wychowywaniem dzieci, gdy siostry składają jej propozycję nie do odrzucenia - musi porozmawiać z Holtem Bradfordem, mężczyzną, w którym była kiedyś zakochana i którego omal nie potrąciła samochodem. Jak to mówią "Kto się czubi, ten się lubi", ale Suzanna boi się kolejnego ciosu.

Nora Roberts "Catherine i Amanda"

Dowożąc mi na wakacje tomiki do recenzji, moja rodzicielka spojrzała surowym wzrokiem na tytuł tej książki i z odpowiednim dla siebie wyrazem dezaprobaty mruknęła, że brzmi on, nie przymierzając, jak tytuł filmu pornograficznego. Trochę mnie ta uwaga zaszokowała, ale zaczęłam się zastanawiać, czy „Catherine i Amanda” nie będzie nudnym i przewidywalnym erotykiem (nie, żebym erotyków nie lubiła, broń Boże!)… Moje obawy zniknęły już pod koniec drugiej strony, a książkę połknęłam w kilka godzin na pomoście.

Catherine Calhoun, a może raczej C.C to diabeł wcielony. Uparta, energiczna i dość odważna dziewczyna, która pracuje jako mechanik samochodowy, najgłośniej wyraża swój protest przeciw sprzedaży rodzinnej posiadłości. Nic to, że topią się w niej pieniądze wszystkich czterech sióstr i ich ciotki – rodzinny dom jest ostoją i gwarancją bezpieczeństwa, więc trzeba zrobić wszystko, by go zatrzymać! Szczególnie, że wkrótce potem okazuje się, że prababcia Calhoun miała mroczną tajemnicę, a gdzieś w Towers ukryte są prawdziwe szmaragdy. Nic dziwnego, że wściekła C.C prawie zjada żywcem magnata hotelowego, Trenta St. Jamesa, gdy ten przyjeżdża do jej domu z godziwą propozycją kupna posiadłości i zamienienia jej w kolejny hotel z wielkiej sieci. Jak to mówią – kto się czubi, ten się lubi, więc nie trudno się domyślić, że Trent oprócz nienagannych manier posiada także trudny do zignorowania magnetyzm…

Amanda to osoba pracowita, roztropna i zorganizowana. Spełnia się zawodowo pracując w hotelu (gdyby tylko nie ten marudzący szef…) i nigdy, przenigdy nie zawodzi zaufania. Jej wewnętrzny porządek i dystans do wszystkiego psuje pewien potężny rudzielec płci męskiej, który pewnego dnia wpada na nią, gdy ta taszczy ze sobą zakupy. Czy będąc w wirze odnawiania rodzinnej posiadłości, niwelowania problemów finansowych i poszukiwania rodzinnych szmaragdów Amanda znajdzie chwilę, by się zakochać?

Nicola Cornick "Kłopotliwy dług księżnej"

Księżna Isabella Di Cassillis nie wiedzie łatwego życia. Najpierw zostaje wydana za mąż za człowieka, który w ogóle jej nie interesuje. Jej ojciec ją po prostu "sprzedaje", w zamian za uregulowanie rodzinnych zobowiązań. Książę Ernest, za którego wyszła, to człowiek oziębły, hulaka i bawidamek, który sam wkrótce zadłuża nie tylko siebie ale i swoją żonę, a potem umiera w ramionach kochanki. Od tej pory Isabelli grozi więzienie za długi i aby go uniknąć ma dwa wyjścia - może wyjechać z kraju i liczyć na to, że nie będą jej szukać albo odwiedzić więzienie i wziąć ślub z którymś ze skazańców. W zamian za lepsze warunki życia w celi, w której maja spędzić resztę życia, na pewno z wielką chęcią poślubi księżną i przejmie na siebie długi. Traf chce, że kobiecie polecony zostaje pewien mężczyzna, z którym 12 lat temu łączyło ją prawdziwe uczucie. Co więcej, księżna nie zdaje sobie sprawy, że ów Marcus Ellis siedzi w więzieniu dopiero od 3 miesięcy i to tylko dlatego, że prowadzi tam śledztwo. Możecie się tylko domyślać, jak wielki szok wyrysuje się na twarzy Isabelli, gdy następnego dnia ujrzy swojego "pana młodego" (rządnego zemsty za pozostawienie go samego przed ołtarzem 12 lat temu) nie w celi więziennej, ale na balu w Londynie...

Opis książki bez wątpienia zachęca do lektury, jednak pewnie nie tylko ja mam pewien problem sięgając po romanse. Ja po prostu z góry sobie zakładam, że są puste i ckliwe, co w przypadku Wydawnictwa Harlequin nigdy nie jest prawdą (a ja i tak swoje!). Z drugiej strony, lepsze jest pozytywne zaskoczenie, niż gorzki zawód, prawda?

Maria V. Snyder "Siła trucizny"

Ile razy zdarzyło Wam się kupić książkę ze względu na okładkę? A ile razy okazała się ona beznadziejna? No właśnie. W przypadku "Siły trucizny" jest natomiast odwrotnie - sięgając po tę pozycję miałam w pamięci tylko całkiem interesujący opis, a po jej ogólnym wyglądzie spodziewałam się raczej przeciętnego czytadła. Jednak kilka dni temu przy lekturze zostałam pozytywnie zaskoczona!

Yelena spędziła w lochach rok, czekając na wyrok śmierci. Pewnego słonecznego dnia otwierają się drzwi jej celi, a ona sama zostaje zaciągnięta przed oblicze władz. Ku jej niekrytym zdumieniu dostaje wybór: może zostać stracona lub też zostać prywatnym testerem posiłków komendanta, mając w perspektywie kilka, kilkadziesiąt, może kilkaset dni życia więcej - wiadomo, kiedy natknie się na bardzo silną truciznę i tak umrze. Jak się możemy spodziewać, Yelena przyjmuje niecodzienną propozycję i zostaje rezydentem pałacu. Tam poznaje zarówno życzliwych, bezinteresownych ludzi, jak i tych, którzy czyhają na jej życie - dziewczyna jest więc w każdej chwili narażona na niebezpieczeństwo. A jakby tego było mało, dowiaduje się, że dysponuje potężną magiczną mocą. Tak potężną, że jeśli nie wymyśli sposobu ucieczki spod skrzydeł komendanta i nie nauczy się panowania nad samą sobą, to zagrozi zarówno sobie, jak i wielu innym ludzkim istnieniom.

Elaine Coffman "Rozdarte dusze"

Wzięłam tę książkę do recenzji pod wpływem impulsu: Rok 1819, Włochy, prawdziwa historia i romans - wydawało mi się, że będzie to urocza kombinacja. Niestety szybko straciłam zapał do tej pozycji, gdy moja mama, przechadzając się wzdłuż mojego regału podsumowała ją jednym słowem: "romansidło". Zabrałam się więc do lektury z ociąganiem, widząc w myślach topornie złożone zdania, które będzie się czytać w nieskończoność... Nim się obejrzałam, byłam na 115 stronie. To był leniwy ranek, postanowiłam zasiąść przy książce z "umilaczem" (a jak wtedy sądziłam - rekompensatą) w postaci sutego śniadania i filiżanki kawy. Nie wiem, czego się obawiałam. Zazwyczaj mam nosa do książek i także tym razem mnie on nie zawiódł.

Beatrice jest malarką, pobierającą nauki u najsławniejszych i najlepszych w swoim fachu. Pragnie rozwijać swój talent i wykorzystywać go także w pożytecznych celach. Przyjeżdża więc z rodzinnej Anglii do Włoch, do swojego wujostwa, by namalować portrety całej rodziny. Ale tak naprawdę to nie tylko praca przyzywa ją do tego gorącego kraju. W Villa Mirandola przebywa też Angelo - adoptowany syn wujostwa, który zaprząta myśli Beatrice od przeszło pięciu lat. Chłopak walczy o wolność kraju, należy do stowarzyszenia karbonariuszy i kocha Italię, za którą jest gotów nawet zginąć. Mówią o nim, że jest kobieciarzem, ale gdy po tylu latach rozłąki widzi swój dawny obiekt sympatii, jego uczucie znów rośnie w siłę i nie wygląda na płytkie...

Antoinette van Heugten "Dotknąć prawdy"

Gdy połykałam pierwsze rozdziały tej książki, nie byłam do końca przekonana, czy jest to lektura dla mnie. Co prawda z zespołem Aspergera miałam już do czynienia w moim życiu i to głównie z tego powodu właśnie wybrałam ową pozycję do recenzji, jednakże cały czas gdzieś w moim umyśle pojawiała się lampka "Będzie wiać nudą i patosem, uważaj!". Teraz wiem jedno - następnym razem zduszę w zarodku ostrzegawcze sygnały mojego mózgu - książka okazała się rewelacyjna.

Szesnastoletni Max Parkman cierpi na zespół Aspergera. Poza tym sięga po narkotyki i coraz częściej staje się agresywny. Jego matka, nowojorska prawniczka Danielle, chce dla swojego syna jak najlepiej. Dba o niego, prowadzi do kolejnych lekarzy... Jednak żadne kuracje nie przynoszą efektów, a Max zaczyna przejawiać skłonności samobójcze. Kobieta, nie widząc już innego wyjścia, godzi się na umieszczenie syna w zakładzie psychiatrycznym w Maintland. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że bezwiednie naraziła siebie i syna na śmiertelne niebezpieczeństwo. Stan chłopca na oddziale zamkniętym pogarsza się z dnia na dzień. Do tego Danielle odkrywa, że na młodym pacjencie zostają wypróbowywane silne środki psychotropowe i że jest on na noc przywiązywany do łóżka. Nie przypuszcza, że pewnego dnia zastanie go w kałuży krwi, która należała do innego pacjenta Maintland, z narzędziem zbrodni w ręku. Parkman nie wierzy, że jej syn byłby w stanie kogokolwiek zamordować i od tej chwili postanawia zrobić wszystko, co leży w ludzkiej mocy, by nie dopuścić do skazania swojego chłopca za morderstwo.

Gena Showalter "Mroczny szept"

"Mroczny szept" to jedna z tych książek o których nie można jednoznacznie się wypowiedzieć. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy podobała mi się lektura, z pełnym przekonaniem odpowiedziałabym: "A pod jakim względem?".

Witaj w świecie bogów, demonów i fantastycznych stworzeń. Pomiędzy ludźmi, a tymi istotami toczy się nieustająca walka. A to wszystko zaczęło się, gdy nieśmiertelni wojownicy, strażnicy bogów Olimpu, zabili Pandorę - właścicielkę puszki z całym złem tego świata. Zostali potępieni i zaatakowani demonem. Każdy z nich nosi jednego, który niszczy go od środka. Sabin - Zwątpienie, Aeron - Gniew, Maddox - Furię, Gideon - Kłamstwo, a to tylko kilku spośród wielu towarzyszy niedoli. W tej części to Sabin jest głównym bohaterem. Jego demon niszczy wszystkich, których kiedykolwiek pokochał - ulegają oni jego podszeptom i nie potrafią sobie poradzić z niepewnością i zwątpieniem. Zaczynają szaleć, nawet odbierają sobie życie. Sabin poprzysięga sobie, że już nigdy nikogo nie pokocha. Dopóki nie ratuje z rąk Łowców pewnej truskawkowłosej harpii, która rozpala go do czerwoności. Nie może jej się oprzeć, choćby i bardzo chciał. Czy uda mu się z nią związać i nie doprowadzić do tragedii?