Nie pochwaliłam się Wam, że wygrałam wiosenny konkurs u Aliny. Nagrodą był zestaw kosmetyków oraz trzy książki. Wybrałam tytuły i czekałam na przesyłkę. I w czasie, kiedy ta do mnie wędrowała, ja się zastanawiałam, czy na pewno wiem, co zrobiłam. No bo przecież Otwarte dla Ciebie chyba z założenia miało wydawać harlequiny... Po lekturze pierwszego z nich mogę powiedzieć tyle - jak właśnie tak "smakuje" tego typu lektura, to możecie ją do mnie zwozić taczkami, serio.
Przyszła paczka. Otworzyłam ją, popatrzyłam na trzy książki. Po chwili odłożyłam. Za kilka minut przyłapałam się na głaskaniu jednej z nich. Miała śliczną okładkę - z kobietą trzymającą "bukiet balonów". Wybrałam ją sobie po zapoznaniu się z opisem na tyle, więc coś musiało w niej być, prawda? "A co mi tam!" - pomyślałam - "Przeczytam ze 3 strony od niechcenia. Zobaczymy, czy warto." I tak trzy strony zamieniły się w 33 i zbesztana przez samą siebie odłożyłam książkę na półkę, bo przecież pierwszeństwo należy się recenzyjnym! Następnego dnia nie wytrzymałam i jednym chapsem "załatwiłam" resztę.
Poznajcie Alison, trzydziestoletnią kobietę pracującą w firmie zajmującą się sprzedażą słodyczy. Można by było się spodziewać, że zarówno w pracy, jak i w domu wiedzie ona bardzo słodkie życie. Niestety - nic z tego. Okazuje się, że jej obecny chłopak, za którego tak bardzo chciała wyjść, wcale jej się nie oświadczył, tylko... zaproponował trójkąt. Zdenerwowana Alison zalicza kolejną porażkę w sprawach sercowych i już prawie się załamuje, gdy razem z przyjaciółką wpada na genialny pomysł: Pozwoli komuś innemu na wybranie jej odpowiedniego życiowego partnera! Nie może być tak źle, zważając na to, że nie wymaga dużo - chce mieć męża i dzieci i prawdziwy, normalny dom. Udaje się więc do swatki, który okazuje się mężczyzną. I w swoim fachu jest NAPRAWDĘ beznadziejny. A może kryje się za tym coś więcej, niż tylko zwykła niekompetencja?


