Sięgając po "Córkę kata" miałam nadzieję na bardzo dobry kryminał (a może nawet thriller) dziejący się w XVII-wiecznej Bawarii. Tytuł brzmiał szalenie intrygująco, a znaleziona w Internecie informacja, że Oliver Pötzsh jest najprawdziwszym potomkiem rodziny Kuislów - katów, o której pisze tylko podsyciła moje zainteresowanie lekturą. I w ostatecznym rozrachunku książka nie była zła, a jednak trochę się zawiodłam...
W Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach. Każde z nich ma pozostawiony na ciele znak - znak czarownicy. Wszystkie z ofiar na krótko przed śmiercią (lub zaginięciem) były widziane w domu akuszerki Marty. Nic dziwnego więc, że wszyscy podejrzewają ją o konszachty z diabłem i zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Wywleczona z domu i upokorzona, Marta zostaje wtrącona do więzienia, w którym czekać będzie na serię tortur przeprowadzoną przez miejscowego kata - Jakuba Kuisla. Ten jednak głęboko wierzy w niewinność kobiety. Postanawia więc przeprowadzić własne śledztwo i znaleźć prawdziwego winowajcę. W tropieniu zabójcy pomaga mu Simon, młodszy lekarz oraz jego córka - Magdalena. To, co odkryją, będzie naprawdę przerażające...


