Mateusz Karbowski "Sztuka spania i wstawania"

Niedawno pisałam, że nie trawię audiobooków. Dlaczego więc znów zdecydowałam się na taką formę czytania? "Sztuka spania i wstawania" to poradnik, który nie posiada zarysowanej fabuły, bohaterów itp. Wyklucza to dzięki temu problem interpretacji tekstu przez lektora. W końcu podczas swojej pracy nie wciela się w bohaterów, więc nie ogranicza naszej wyobraźni.

Po "Sztukę spania i wstawania" sięgnęłam głównie dlatego, że pamiętałam pozytywną opinię Futbolowej i nie ukrywam, że od zawsze chciałam jakoś zapanować nad swoim snem.

"Sztuka spania i wstawania" podzielona jest na 14 rozdziałów, a każdy z nich na jeszcze mniejsze podrozdziały. I tutaj pojawiła się niestety niedogodność - w ebooku mamy całą tę treść wyłożoną w spisie, natomiast tutaj musimy interesującej nas kwestii szukać w jednym pliku mp3 (i to pół biedy, jak pamiętamy który plik odtworzyć...). Na szczęście, każdy nowy temat, który porusza autor, jest oddzielany charakterystyczną melodią, więc szukanie odpowiedniego fragmentu jest i tak stosunkowo szybsze, niż w przeciętnym audiobooku.

Debbie Macomber "Sklep na Blossom Street"

Lydia Hoffmann, po 2 udanych bataliach z rakiem, postanawia raz mieć coś swojego, żyć pełnią życia i nie oglądać się wstecz. W Seattle, na Blossom Street, otwiera sklep z włóczkami. Kobieta ma nadzieję, że uda jej się uniknąć rychłego zamknięcia z powodu braku klientów, więc postanawia włączyć do oferty swojego sklepu naukę robienia na drutach. W niedługim czasie, na lekcje zgłaszają się trzy różne kobiety, które zupełnie przypadkowo znalazły się w sklepie. Każda z nich jest w innym wieku, boryka się z innym problemem, pochodzi z innego środowiska i pozornie żadnej nie łączy z resztą zupełnie nic. Jednak w miarę upływu czasu i kolejnych lekcji robienia na drutach, zaczynają się do siebie zbliżać i przed sobą otwierać...

Jacqueline Donovan jest starszą, bogatą i dość niemiłą osobą. Często narzeka i patrzy spode łba na Alix, w jej oczach niereformowalną kryminalistkę. Na lekcje Lydii uczęszcza głównie po to, by zrobić na drutach prezent dla jeszcze nienarodzonej wnuczki - w geście pojednania z synową.

Carol Girard to bardzo smutna, ale szalenie sympatyczna osoba, która posiada wszystko... za wyjątkiem dziecka. Stara się o nie, jak tylko może. Przeszła już dwa zabiegi in vitro. Oba nieudane. W głębi serca czuje, że tym razem się powiedzie, dlatego chce zrobić kocyk, którym już niedługo okryje maleństwo.

Nowa Fantastyka 11/2012 i 12/2012

Jako że nie miałam czasu na opublikowanie recenzji numeru listopadowego na czas, to pozwalam sobie stworzyć recenzję zbiorczą obydwu numerów - listopadowego i grudniowego.

MUSE, The 2nd Law Tour! (Łódź, Atlas Arena, 23 listopada 2012)

Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, jak wielkim i fantastycznym zespołem jest Muse, to odłóż płyty studyjne na bok i leć na koncert! Wiem, dla niektórych to zdanie może mieć wydźwięk pejoratywny i pewnie pojawią się tacy, którzy się na śmierć obrażą i stwierdzą, że się wywyższam, bo miałam okazję zobaczyć zespół na żywo. Ale powiem Wam tak: Chyba nie znam osoby, która po przesłuchaniu płyty nie jest ciekawa tego, jak chłopcy dają sobie radę live. Przy czym "dają radę" to dla nich wielce krzywdzące określenie... 

23 listopada 2012 roku w Łodzi atmosfera była gęsta już od rana. Coś wisiało w powietrzu... Po godzinie trzynastej na ulicach centrum było spokojnie, wszyscy w żółwim tempie kierowali się do pracy lub do swoich mieszkań. Ale chwila! Flegmatyzm w Łodzi w piątkowe popołudnie?! Czy to Armageddon?! Nie, po prostu większość mieszkańców tego miasta już zaczęła przygotowania do koncertu (czy to w pracy, czy to w domu), tudzież już od kilku godzin siedziała pod halą. 

Ja, kierowana wspomnieniami z poprzednich koncertów w łódzkiej Arenie, nie spieszyłam się specjalnie i nie wystawałam kilka godzin w zimnie po to, by zająć dogodne miejsce. Razem z chłopakiem byliśmy na miejscu około godziny 18, kiedy miały się otworzyć bramy. Okazało się, że wpuszczają tylko przez dwa wejścia, a kolejki są ogromne. Na szczęście, idąc ze zwieszonymi głowami na koniec, spotkaliśmy po drodze moje dwie znajome. I tym sposobem, w ciągu zaledwie 2-3 minut od otwarcia, szybko znaleźliśmy się w środku...

Hotel Transylwania (2012) reż. Genndy Tartakovsky

Tytuł: Hotel Transylwania
Tytuł oryginału: Hotel Transylvania
Reżyseria: Genndy Tartakovsky
Czas trwania: 91 min
Gatunek: animacja, familijny, komedia
Hotel Transylwania, czyli spaczamy i straszymy dzieci?

Na wstępie chciałabym Was zapytać, jak podchodzicie do problemu doboru bajek dla dzieci. Uważacie, że rodzice powinni kierować się zaleceniami producenta, czy sami wybierać filmy dostosowane do charakteru i poziomu intelektualnego dziecka? Pytam, bo ja nie wyobrażam sobie trzymać mojej siostry zamkniętej w świecie "Dino Pociągu", "Pana Robótki", czy "Marta Mówi". Owszem, Basia zna i lubi te produkcje, ale czasem sama z siebie trafia na "Monster High" (sześciolatek posługujący się sprawnie youtube - tak, to jest możliwe!), a innym razem wymusza na mnie zgranie na komputer mojej ukochanej "Gnijącej panny młodej", "Miasteczka Halloween", czy też "Koraliny". Według niektórych znajomych moich rodziców puszczając Basi filmy o umarlakach spaczamy (!) ją w sposób nieodwracalny. Może to mnie zatarła się "świadomość rodzicielska", bo w końcu jestem tylko siostrą-wzorem i siostrą-personą szalenie egzotyczną, ale moim zdaniem dopóki dziecko nie miewa koszmarów sennych, nie reprezentuje sobą nienormalnych zachowań, nie pragnie wysysać ludziom krwi albo nie buduje sobie trumny, to wszystko jest w porządku! Nadal jednak zewsząd do moich biednych uszu płyną głosy osób, którym już od daaaaawna przysługuje prawo wyborcze, że "Hotel Transylwania" to bajka absolutnie nie dla dzieci. A więc dla kogo?

Dawno, dawno temu, hrabia Dracula postanowił zrobić wszystko, by chronić swoją córkę i przyjaciół od okrutnej rady ludzkiej. Wybudował więc hotel na zupełnym odludziu, odgrodzony cmentarzyskiem i ciemnym lasem, który to pozwalał jego tymczasowym mieszkańcom na relaks, bycie sobą i pewność, że w murach tego luksusowego budynku nigdy nie postanie ludzka stopa. Pewnego dnia, gdy kreatury z całego świata zjadą się, by hucznie świętować 118 urodziny córki Draculi, Mavis, do holu wejściowego wpakuje się ktoś jeszcze... Człowiek z krwi i kości. A Dracula zrobi wszystko, by się go pozbyć, nie bacząc na protesty zaciekawionej przybyszem córki.

Z Basią do kina wybrałyśmy się o barbarzyńskiej (dla niektórych) porze, bo o 10 rano w niedzielę. Tłumów na sali nie było, ale naliczyłam około 7 osobników w wieku 6-10 lat i 3 osobników grubo po trzydziestce. Chyba więc nie tylko ja "spaczam" młode pokolenie?