Hakuouki Shinsengumi Kitan (薄桜鬼, Thin Cherry Ghost) pierwowzór: gra otome


Dwa tygodnie temu siedziałam sobie spokojnie w domu, ciesząc się i jednocześnie przeklinając w duchu, że przede mną pełne cztery dni wolnego (jako że oczywiście tradycyjnie na jesień musiałam się rozchorować). Cieszyłam się - bo stosik moich książek jest duży, a czas nie jest moim sprzymierzeńcem, a przeklinałam - bo wysoka gorączka pozbawiła mnie możliwości zabawy na Hellconie. Postanowiłam więc podzielić czas na obowiązki i przyjemności - 1 dzień odsypiania z gorączką (gdyż i tak na nic innego nie miałam w tamtej chwili siły), 1 dzień czytania, 2 dni uczenia się. Oczywiście nie muszę dodawać, że moje plany legły w gruzach? Wszystko za sprawą wciągającej "Ja, Diablica" i pewnego intrygującego anime...

Na Hakuouki wpadłam przypadkiem. Przeglądałam sobie nowości na kreskówkach, przeczytałam pierwszy opis. Potem dopełniłam drugim z filmwebu:


"Okres Edo. Historia przedstawiona w anime rozpoczyna się przyjazdem Yokimury Chizuru do Kioto. Dziewczyna w męskim przebraniu szuka zaginionego ojca, który jest lekarzem. Podczas pobytu w Kioto, bohaterka przypadkiem wplątuje się w walkę pomiędzy demonicznie wyglądającymi "Oni" i strzegącymi spokoju w mieście "Shinsengumi". Jako niechciany świadek zostaje schwytana, jednak członkowie Shinsengumi postanawiają oszczędzić jej życie, kiedy okazuje się, że jest córką człowieka, którego także szukają."

69 strona, czyli co los ma nam do powiedzenia.

Za zaproszenie dziękuję Wykredowanej.

Zasady są proste: Chwyć do ręki najbliższą książkę. Otwórz na 69 stronie i podziel się pierwszym zdaniem z tej strony. Nie zapomnij podać autora i tytułu książki.

"Wszyscy mieli na sobie jednolite uniformy wojennego kroju, na które w razie potrzeby łatwo można było wdziać zbroję" 
 "Opowieść o 47 Roninach" John Allyn





 
Do zabawy zapraszam Skarletkę, Futbolową i PrzyAromacieKawy 

Jacek Piekara - "Alicja"

Muszę powiedzieć, że już dawno nie trzymałam w ręku książki, która budziłaby we mnie skrajne emocje. Wypożyczyłam ją z biblioteki mając nadzieję na wciągającą i spójną lekturę, mającą jakiś określony początek i koniec, tymczasem dostałam opowieść, o której najchętniej nie napisałabym nic.

Nowe wydanie "Alicji" to pakiet zawierający obie historie - "Alicja i Miasto Grzechu" oraz "Alicja i Ciemny Las". Przyznam, że ten zabieg był bardzo dobry - oprócz tego, że parę drzew zostało uratowanych i te dwa tomy bez problemu się mieszczą w jednym trochę grubszym, to i okładka jest lepsza. Tamte lekko mówiąc były nietrafione.

"Alicja i Miasto Grzechu" to opowieść o prawie czterdziestoletnim byłym dziennikarzu, Aleksie, który zrezygnował ze stałej, płatnej pracy i za wszelką cenę chce napisać dobry scenariusz do filmu. Od dwóch lat ledwo wiąże koniec z końcem, lecz nie poddaje się - postawił sobie za punkt honoru, by ktoś w końcu docenił jego pomysł. Pewnego dnia jego życie przewraca się do góry nogami - poznaje czternastoletnią Alicję, która przez przypadek zbija szybę w jego zabiedzonej, starej i brudnej kawalerce. Nagle, dzięki tej małej przyjaciółce, która regularnie go odwiedza, dzwoni do niego sławny aktor z propozycją kupna scenariusza, zwraca na niego uwagę chodząca piękność, a w jego życiu dzieją się coraz to dziwniejsze rzeczy. Nie mówiąc już o tym, że Alicja nie raz ratuje mu życie.

Jonathan Maberry - "Wikołak"

Niemoc twórcza i chroniczny brak czasu dopadły mnie i tego roku. To główny powód dla którego nie lubię jesieni i zimy. Dni są coraz krótsze, a ja, z racji tego, że nie lubię sztucznego światła, bo natychmiast robię się senna - co roku nie potrafię się odnaleźć w nowym rytmie pracy. Dopiero w listopadzie wygrzebuję z jakichś sobie tylko znanych miejsc pokłady życiowej energii i nadchodzące zawieje i zamiecie nie są mi straszne. Także czekam z utęsknieniem do tego miesiąca ;)

"Wikołak" Maberry'ego utrzymał mnie w ponurym nastroju swoimi opisami gotyckiego, tajemniczego i zaściankowego miasteczka w Anglii, starej i przerażającej posiadłości, czy barwnej nocy i księżyca w pełni. Głównym bohaterem opowieści jest Lawrence Talbot - znany aktor, który po pojawieniu się w rodzinnej Anglii, zostaje powiadomiony o nagłym zniknięciu swego brata. I chociaż oddał dużo, by nie musieć wracać do swoich rodzinnych stron, do zacofanej prowincji i posiadłości jego ojca - koniecznie chce wyjaśnić tę sprawę. Trafia na ludzi o typowo prostolinijnym myśleniu, którzy karmią się zabobonami i sensacjami. Jednak z czasem przekonuje się, że nie wszystko, co wymyślają tamtejsi mieszkańcy jest wyssane z palca. Lawrence będzie musiał stawić czoła nie tylko groźnej bestii, ale także sobie samemu. Swoim lękom i pożądaniu, a także przeszłości, która wraca do niego w snach i nie daje mu chwili wytchnienia.

P.C. Cast, Kristin Cast - "Wybrana"

Jesień w pełnej krasie, a ja mam iście szampański humor. Każda rzecz nastraja mnie pozytywnie, nie straszny mi nawet brak słońca i temperatura, która rankiem nie przekracza siedmiu stopni Celsjusza. Wrzesień jednak może być piękny!

Z recenzją "Wybranej" długo zwlekałam, poczytując w międzyczasie trochę klasyki i innych ciekawych pozycji (o jednej w następnym poście) z jednego względu - kompletnie nie wiedziałam co mam z tą książką począć.  Może zacznę od tego - czy kolejny tom cyklu "Dom Nocy" jest lepszy od poprzednich? I tak i nie.

Jeśli chodzi o język - dalej mam takie same zastrzeżenia jak do poprzednich części. Jest infantylny i płytki. Powinnam się jednak do tego przyzwyczaić, bo nie sądzę, żeby panie Cast poprawiły się w tej materii (przynajmniej większości czytających tę książkę on nie przeszkadza, więc nie będą się silić na mądrości).

Treść za to ciągle mnie zaskakuje:
Co byście powiedzieli na małą zamianę ról w Domu Ciemności? Największy sprzymierzeniec okazałby się Waszym śmiertelnym wrogiem, a największy wróg - nowym przyjacielem?