Dwa tygodnie temu siedziałam sobie spokojnie w domu, ciesząc się i jednocześnie przeklinając w duchu, że przede mną pełne cztery dni wolnego (jako że oczywiście tradycyjnie na jesień musiałam się rozchorować). Cieszyłam się - bo stosik moich książek jest duży, a czas nie jest moim sprzymierzeńcem, a przeklinałam - bo wysoka gorączka pozbawiła mnie możliwości zabawy na Hellconie. Postanowiłam więc podzielić czas na obowiązki i przyjemności - 1 dzień odsypiania z gorączką (gdyż i tak na nic innego nie miałam w tamtej chwili siły), 1 dzień czytania, 2 dni uczenia się. Oczywiście nie muszę dodawać, że moje plany legły w gruzach? Wszystko za sprawą wciągającej "Ja, Diablica" i pewnego intrygującego anime...
Na Hakuouki wpadłam przypadkiem. Przeglądałam sobie nowości na kreskówkach, przeczytałam pierwszy opis. Potem dopełniłam drugim z filmwebu:
"Okres Edo. Historia przedstawiona w anime rozpoczyna się przyjazdem Yokimury Chizuru do Kioto. Dziewczyna w męskim przebraniu szuka zaginionego ojca, który jest lekarzem. Podczas pobytu w Kioto, bohaterka przypadkiem wplątuje się w walkę pomiędzy demonicznie wyglądającymi "Oni" i strzegącymi spokoju w mieście "Shinsengumi". Jako niechciany świadek zostaje schwytana, jednak członkowie Shinsengumi postanawiają oszczędzić jej życie, kiedy okazuje się, że jest córką człowieka, którego także szukają."



