Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

Serial: The L Word/ Słowo na L (2004)

Odpad po uznanym Queer As Folk? 

Trudno o bardziej idealny czas dla recenzowania seriali o homoseksualistach, gdy w Polsce rozpętała się ogromna burza z piorunami, a wszyscy we wszystkich ciskają jadem, niczym Zeus piorunami. W moim repertuarze książkowo-filmowo-serialowym (a nawet muzycznym) znajdują się geje, lesbijki, biseksualiści i transseksualiści i nigdy nie miałam z tym problemu - co więcej, sympatyzuję ze środowiskiem LGBT i chętnie pomogę im w walce o ich prawa. Dlatego jeśli macie jakieś uprzedzenia albo nie chcecie czytać o lesbijkach, to zachęcam przewinięcie do następnej recenzji. 

O czym jest "The L Word"? To opowieść o koleżankach żyjących w Los Angeles. W pierwszym sezonie poznajemy szczęśliwe partnerki - Bette Porter i Tinę Kennard, które po siedmioletnim związku zdecydowały się na dziecko i w tym celu szukają idealnego dawcy nasienia, heteroseksualną Kit Porter - byłą sławną piosenkarkę r'n'b i niepijącą alkoholiczkę, Alice Pieszecki - biseksualną dziennikarkę, która do końca nie może się zdecydować której płci pożąda bardziej, Danę Fairbanks - sławną tenisistkę nadal ukrywającą swoją orientację, Shane McCutcheon - łamiącą niewieście i kobiece serca, której ŻADNA się nie oprze (nawet heteroseksualna kobieta...) i - gwiazdę wieczoru - Jennifer Schecter, która po studiach przyjeżdża do swojego chłopaka Tima, by razem z nim założyć rodzinę i znaleźć pracę.

Moje ulubione seriale ("Gossip Girl", "El Barco", "Pretty Little Liars", "Misfits", "Glee", "The Vampire Diaries")

Do zabawy zostałam zaproszona przez Beatriz, o czym oczywiście w natłoku zajęć zupełnie zapomniałam (przepraszam).


ZASADY ZABAWY:
1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
2. Napisz, kto Cię otagował.
3. Zaproś co najmniej 5 innych blogów
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.

Mnie to aż wstyd się przyznawać ile tego wszystkiego oglądam... Seriale stały się u mnie codzienną rozrywką, dokładnie tak, jak książki. Jak przychodzę z uczelni i jest to akurat dzień po premierze odcinka, to siadam wygodnie przed komputerem, jem obiad i oglądam.

A które seriale darzę największą sympatią?

He's Just Not That Into You / Kobiety pragną bardziej (2009)

Oglądałam ten film ze cztery razy, ale jakoś nigdy nie byłam w stanie nic tutaj napisać. Przed chwilą wyświetlali go na HBO Comedy, więc postanowiłam się zebrać.

Czy Wy też doszukujecie się w zachowaniu mężczyzny jakichkolwiek znaków (nawet tych najgłupszych), że mu się podobacie? Czekacie dzień i noc na jego telefon, bo przecież obiecał, że zadzwoni? Albo same nagrywacie mu na sekretarkę tysiące wiadomości? Poznajcie Gigi (Ginnifer Goodwin), która ma ten sam problem. Do czasu, aż poznaje przystojnego Alexa (Justin Long), który wprowadza ją w tajniki randkowania, dając dobre rady. Jej przyjaciółka, Beth (Jennifer Aniston), desperacko pragnie zamążpójścia. Jednak jej chłopak, Neil (Ben Affleck), z którym trwa w związku już do siedmiu (!) lat twierdzi, że nie potrzebuje papierka, który potwierdzałby jego miłość. Janine (Jennifer Connelly) za to źle układa się z mężem. Właśnie urządzają dom, ale brakuje w nim miłości. Ben (Bradley Cooper) ciągle gdzieś znika, co więcej, od dawna nie uprawiają seksu i szczerze nie rozmawiają. Dwie inne przyjaciółki: Mary (Drew Barrymore) i Anna (Scarlett Johansson) to, tak jak Gigi, wieczne singielki. Mary marzy o wielkiej miłości, ma konto na Myspace, umawia się na wirtualne randki, ale gubi się w tej całej elektronicznej otoczce. Nie wie, czy ma sprawdzać sekretarkę w domu, biurze, czy w komórce. A może lepiej maile lub wiadomości na portalu internetowym? Anna za to nie wie, czego tak naprawdę oczekuje od życia. Ciągle jest nieszczęśliwa i bawi się uczuciami innych. Czy któraś z nich zazna szczęścia?

Film pokazuje prawdę, drogie panie. Prawdę o facetach. Daje nam jednak nadzieję i uczy, że wyjątek potwierdza regułę. Bo z drugiej strony, czemu to MY nie mamy być tym wyjątkiem? Czy mężczyźni zawsze muszą okazać się draniami, którym nie zależy na naszych uczuciach?

Muzyki tu nie uświadczyłam zbyt dużo, ale wnętrza domów są wprost czarujące. Szczególnie mieszkanie Gigi z różowym telefonem, tak bardzo do niej pasuje. Uśmiałam się na niektórych scenach, na innych zaś kiwałam głową ze zrozumieniem. Film nie jest zbyt przesłodzony i za to daję mu plusa.

Owszem, jest to produkcja amerykańska. Nie jest fenomenem, nie jest nawet bardzo dobra. Za to przyjemnie się ogląda. Szczególnie wieczorem przy lampce dobrego wina. I może razem z tym jedynym? To już zostawiam Waszej inwencji.

7/10

Hakuouki Shinsengumi Kitan (薄桜鬼, Thin Cherry Ghost) pierwowzór: gra otome


Dwa tygodnie temu siedziałam sobie spokojnie w domu, ciesząc się i jednocześnie przeklinając w duchu, że przede mną pełne cztery dni wolnego (jako że oczywiście tradycyjnie na jesień musiałam się rozchorować). Cieszyłam się - bo stosik moich książek jest duży, a czas nie jest moim sprzymierzeńcem, a przeklinałam - bo wysoka gorączka pozbawiła mnie możliwości zabawy na Hellconie. Postanowiłam więc podzielić czas na obowiązki i przyjemności - 1 dzień odsypiania z gorączką (gdyż i tak na nic innego nie miałam w tamtej chwili siły), 1 dzień czytania, 2 dni uczenia się. Oczywiście nie muszę dodawać, że moje plany legły w gruzach? Wszystko za sprawą wciągającej "Ja, Diablica" i pewnego intrygującego anime...

Na Hakuouki wpadłam przypadkiem. Przeglądałam sobie nowości na kreskówkach, przeczytałam pierwszy opis. Potem dopełniłam drugim z filmwebu:


"Okres Edo. Historia przedstawiona w anime rozpoczyna się przyjazdem Yokimury Chizuru do Kioto. Dziewczyna w męskim przebraniu szuka zaginionego ojca, który jest lekarzem. Podczas pobytu w Kioto, bohaterka przypadkiem wplątuje się w walkę pomiędzy demonicznie wyglądającymi "Oni" i strzegącymi spokoju w mieście "Shinsengumi". Jako niechciany świadek zostaje schwytana, jednak członkowie Shinsengumi postanawiają oszczędzić jej życie, kiedy okazuje się, że jest córką człowieka, którego także szukają."