Anna Zielińska-Elliott "Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki"

Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że będzie moja. Murakamiego co prawda dopiero poznaję i daleko mi do prawdziwego fana, bo na swoim koncie przeczytanych dzieł mam tylko "Norwegian Wood", ale myślę, że nie wpłynęło to na moją radość z przeczytania przewodnika. Szczególnie, że jest to pozycja dość uniwersalna - jeśli ktoś nie czytał żadnej powieści Murakamiego, z pewnością zadowoli się samymi opisami ciekawych miejsc, zdjęciami i licznymi nostalgicznymi cytatami z książek. 

Co pierwsze rzuca się w oczy, to niesamowita schludność wydania i zorganizowanie przewodnika. Każdy rozdział zaznaczony jest w innym kolorze, każdy cytat z odpowiedniego dzieła Murakamiego również (kolorem i symbolem). Fotografie są duże i oddają niesamowity klimat omawianych miejsc, a na marginesach mamy przytoczoną resztę potrzebnych informacji. Weźmy chociażby takie kino- autorka podaje do niego telefon, stronę internetową, godziny otwarcia oraz ceny. Dla osoby, która zamierza wyjechać do Japonii i udać się w opisane miejsca, takie informacje są na miarę złota. 

"Haruki Murakami i jego Tokio" kryje w sobie powyznaczane trasy (ale wiadomo przecież, że nie trzeba zwiedzać po drodze wszystkiego) i miejsca, które odwiedzali bohaterowie książek Murakamiego (ale także on sam, gdyż w przewodniku nie zabrakło informacji biograficznych pisarza) okraszone cytatami z książek i opowiadań (także tych niewydanych w Polsce!). Na końcu każdego rozdziału mamy listy do Harukiego i jego, bardzo często zabawne, odpowiedzi. No bo kto normalny pyta swojego ulubionego pisarza, czy prezerwatywy powinno trzymać się w lodówce?

Nowa Fantastyka 08/2012

Felietony
Sierpniowy numer Nowej Fantastyki wita felieton Jakuba Ćwieka z serii "Pop, goes my heart". Muszę przyznać, że za każdym razem, gdy otwieram magazyn, to właśnie na niego czekam najbardziej - pan Ćwiek niejednokrotnie pokazał, że potrafi pisać dowcipnie i że oboje mamy bardzo podobny pogląd na świat. Tym razem pod lupę idzie zjawisko kibicowania: "(Nie) kibic siedzi z dala".
"Ingerencja z góry" to bardzo mądry tekst Rafała Kosika, który... z resztą przeczytajcie sami:

"Mamy starożytnych Egipcjan i kawał kamienia. Na zdrowy rozum jest jasne, że jakby się nie zaprali, kamienia nie ruszą. Najpewniej skorzystali z uprzejmości Obcych, podczepili kamulce pod latające talerze i - tadam! - jest piramida."

Bardzo podoba mi się cykl felietonów Jerzego Rzymkowskiego, który opisuje ciekawe seriale. Tym razem mnie nie przekonał, ale miło jest poczytać o serii, która powstała już jakiś czas temu i nie opowiada o życiu nastolatków w Nowym Jorku.
"Rady dla piszących" Sullivana idą o 'level' wyżej. Podstawy już poznaliśmy, teraz czas na smaczki i dopracowywanie jakości tekstu:

"Zaufanie czytelnikowi sprawia, że lektura staje się interaktywna. Czytelnik przestaje być biernym świadkiem wydarzeń i staje się ich aktywnym uczestnikiem. Brzmi to świetnie, jednak może być skrajnie niebezpieczne, jeżeli zostanie nieprawidłowo wykonane - dlatego to lekcja dla zaawansowanych."
Artykuły
"Chaos absolutny" to pierwsza część artykułu Marcina Zwierzchowskiego o remake'u "Pamięci absolutnej" - nie jestem fanką Schwarzeneggera (przynajmniej nie w takim wydaniu), ale o pracach nad filmem czytało się nadzwyczaj dobrze (no bo kto nie lubi serii "behind the scenes"?).
"Cenzura to bzdura" Marka Grzywacza obnaża idiotyzm... i tu właśnie trudno zgadnąć czyj. Koncernów? Politycznej poprawności? Ludzi, którzy wszędzie widzą niebezpieczeństwa  i chore nawiązania? Jeśli chcecie, by włos zjeżył Wam się na głowie, to koniecznie przeczytajcie co i w jakich sytuacjach zmieniono w trailerach i filmach, by uniknąć afery.
"Mutantastyczni" Wawrzyńca Podrzuckiego to tekst dla mnie. Nic mnie tak nie odpręża, jak film o X-Menach, których wielbię już od małego. Kto nie marzył o jakiejś ciekawej mocy? Ja robię to do tej pory! Artykuł skupił się na pokazaniu nam możliwych realnych zmian, które może kiedyś uda się osiągnąć naukowcom (chociaż ja o wiele bardziej wolę te kompletnie nierealne...).
"Więcej Pottera w Pottermore" pchnęło mnie do ponownego odwiedzenia Privet Drive. Przy pierwszej wizycie straciłam ochotę na to "więcej" i zamknęłam stronę. Tymczasem dowiedziałam się, że każdego użytkownika przydzielają do domu, wybierają mu różdżkę - i to wszystko z odpowiednimi wskazówkami J.K.Rowling! A ja od siódmego roku życia zastanawiałam się, gdzie też przydzieliłaby mnie tiara!
Jeśli jesteście fanami mashup novels, to koniecznie zajrzyjcie do "Klasyka grozą podszyta" - w tym ciekawym artykule Przemysław Pieniążek podaje nam na tacy naprawdę wiele tytułów, z którymi warto się zapoznać.

Opowiadania
Przechodzimy do nadzienia, czyli opowiadań. Mieliście kiedyś tak, że po przeczytaniu krótkiego tekstu głęboko żałowaliście, że nie jest on częścią jakiejś większej opowieści? "Lisiczka" Małgorzaty Wieczorek powinna być książką i to przynajmniej 400-stronicową. Tyle jest teraz chłamu w księgarniach, a osoba, która naprawdę umie pisać, zamyka historię w opowiadaniu. Co jest z tym naszym polskim rynkiem? To samo przemyślenie dotyczy kolejnego opowiadania - "Mistrz" Tomasza Zawady. Jeśli czytaliście moją recenzję anime "Samurai 7", to wiecie, że mam kompletnego bzika na punkcie samurajów. Ale z pustego i Salomon nie naleje, jeśli ktoś jest kiepskim pisarzem, to i pomysł nie pomoże. A tu? Ja się domagam książki, długiej książki o samurajach!
W numerze znajdziemy także: "Tajemną historię Nowej Huty" Olejniczaka, "Jipi i elektronicznego paranoika" Stephensona, "Mamo, jesteśmy Żenią, Twoim synem" Crosshilla, "Racice i szałas Abdela Dżamili" Ahmeda.
Od początku roku, gdy pisałam recenzje NF, często to opowiadania zagraniczne podobały mi się bardziej, niż te polskie. W końcu zdarzyło się całkiem odwrotnie - wszystkie inne teksty odeszły na bok, chyląc czoła tym pierwszym dwóm. Oryginalnym, dobrze napisanym, ciekawym, wciągającym jak cholera (przepraszam)! Polska fantastyka nabiera rumieńców i cieszę się, że NF cały czas daje szansę, chce jej się odkrywać nowych twórców. Dobra robota "Nowa Fantastyko", czytanie takich opowiadań to czysta przyjemność!

Pod koniec, jak zawsze, dostajemy zastrzyk recenzji wszelkiej maści i autoramentu - filmy, gra planszowa (!), komiksy, książki, tv.

OGROMNA PIĄTKA Z PLUSEM! I chyba większej zachęty nie potrzebujecie, prawda? :)

Mój egzemplarz otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka

Susan Crosby "Sekrety Los Angeles"

Nate, Sam i Arianna poznali się w wojsku i wtedy też postanowili założyć agencję detektywistyczną w Los Angeles. Książka, którą macie przed oczami, przedstawia ich historie miłosne.

Zaczynamy od Nate'a, który dostaje zlecenie udowodnienia mężczyźnie zdrady. W tym celu musi przez weekend udawać służbę w domu, do którego wyjeżdża mąż klientki i jego asystentka. Problem jest tylko jeden - Nate nie potrafi gotować. Trzeba więc zatrudnić jeszcze jedną osobę, kobietę, która będzie udawała jego żonę. Wybór pada na Lyndsey, sekretarkę biura. Ta bez wahania się zgadza, gdyż zawsze marzyła o pracy detektywa oraz o zainteresowaniu ze strony Nate'a. Czy ich kamuflaż się powiedzie? Czy znajdą dowody obciążające mężczyznę? I, w końcu, czy Lyndsey dostanie to, czego chce?

Następną opowieścią jest historia Sama. Wraca on do miasta na kolejny bal z okazji jubileuszu matury, by po dobrych kilku latach spotkać swoją dawną miłość - Danę. Nie oczekuje od niej wiele, chce po prostu na nią popatrzeć. Serce Dany bije mocniej, gdy widzi go w tłumie, chce nawet ponownie się z nim spotkać. Dzieli ich jednak dość mroczna i bolesna przeszłość, wiele niedopowiedzianych słów. Poza tym Dana, pani senator, zaczyna dostawać listy z pogróżkami. Czy oboje dogadają się na tyle, żeby odkryć od kogo one pochodzą? Czy wytłumaczą sobie dawne żale?

Dzieje Arianny to historia zamykająca. Kobieta chce za wszelką cenę wyjaśnić zabójstwo swojego ojca, które miało miejsce wiele lat temu. Niestety, wszystkie dokumenty o popełnionym przestępstwie są ściśle tajne i nie ma do nich dostępu. Chyba, że poprosi o pomoc starego znajomego - Joego, który pracuje w policji i którego ojciec prowadził sprawę tego właśnie zabójstwa. Informacje, które wspólnie odkryją mogą być naprawdę szokujące...

Yrsa Sigurðardóttir "Pamiętam Cię"

Opis na tyle okładki i obietnica, że będę się bać, przyciągnęły mnie do tej książki jak magnes. Horrory to dla mnie dość dziewicze rejony literatury, gdyż do tej pory poznałam się tylko na pisarstwie Kinga. Czemu by więc nie spróbować czegoś nowego? Szczególnie, że o Yrsie słyszałam już wcześniej, a skandynawskich kryminałów TAKŻE jeszcze nie czytałam.  

"Pamiętam Cię" to dwie równoległe historie, które w pewnym momencie splatają się w całość. Na początku zostajemy świadkami przyjazdu trójki przyjaciół na północ Islandii, do całkowicie opuszczonej osady. Chcą oni odnowić niedawno kupioną ruderę i zrobić z niej pensjonat, który Gardarowi i Karin może zapewnić wyjście z długów. Lif natomiast dołącza do tej dwójki dlatego, że to właśnie jej zmarły mąż, Einar, nabył tę posiadłość. Przyjaciele już od momentu zejścia na ląd czują się nieswojo, a odnalezienie właściwego domu i pozostawanie w nim na noc potęguje tylko to uczucie. W osadzie jest ciemno, zimno, nieswojo... W dodatku żadne z nich nie jest przekonane, że jest ona rzeczywiście opuszczona - skrzypiąca podłoga i poprzestawiane lub przyniesione z zewnątrz przedmioty na parterze posiadłości świadczą o tym, że jakiś mieszkaniec robi sobie z nich żarty. Dziwne tylko jest to, że do tej pory pozostaje niezauważony i nienaturalnie szybki...

W tym samym czasie, po drugiej stronie wyspy, ktoś zupełnie zdemolował przedszkole i powypisywał dziwne słowa na ścianach. Na miejsce zdarzenia wezwany zostaje Frejr, psycholog, który pracuje w pobliskim szpitalu. Przeprowadził się do miasteczka niedawno, kilka lat po zaginięciu swojego małego synka. Gdy po jakimś czasie wspomina o tym niecodziennym akcie wandalizmu jednemu ze swoich pacjentów, ten, niespodziewanie, przypomina sobie identyczne zajście kilka lat temu. Zajście, które również poprzedziło zaginięcie chłopca...

Tobias Wilk i Agnieszka Płaneta "Mogę schudnąć. Cała prawda o odchudzaniu" Schudłam i ja!

Na początek, z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, że trafiłam na tę jedyną słuszną, bezpieczną i skuteczną dietę. Jest to najlepszy i najmądrzejszy poradnik, jaki czytałam i nie dam się już nabić w butelkę żadnym głupim dietom.

Powiedzcie mi szczerze - zależy Wam na schudnięciu za wszelką cenę, nie licząc się ze skutkami zdrowotnymi, czy byciu szczuplejszym, zdrowszym, bardziej energicznym? Jeśli to pierwsze, to nie sięgajcie po tę książkę, bo ona promuje ZDROWY tryb życia. 

A teraz przyznajcie mi się do czegoś jeszcze - głodówka, 1000 kcal, Kopenhaska, Dukana, Cambridge, Kwaśniewskiego, Montignaca, Atkinsa, Rozdzielna - które z tych diet stosowaliście? Okazały się skuteczne? 

"Mogę schudnąć. Cała prawda o odchudzaniu" nie tylko obali mity tych dziwnych i często niebezpiecznych dla zdrowia diet (przedstawiając Wam naukowo czemu one na Was nie działają albo wręcz przeciwnie - czemu niektórzy na nich chudną), ale wszczepi w Was bakcyla zdrowego żywienia.