"Sprawa Rembrandta" to dziesiąta powieść z, jak na razie, dwunastotomowego cyklu o agencie izraelskiego wywiadu - Gabrielu Allonie. Przyznam, że wcześniej nie zrobiłam odpowiedniego "researchu" i nie wiedziałam, że jedzie do mnie kolejna książka z większej serii (mimo, że (sic!) jest o tym informacja na samym dole opisu z okładki!) . Ma to swoje plusy i minusy, o których zaraz powiem.
Gabriel Allon odchodzi z biura - chce wraz ze swoją piękną żoną wieść normalne życie w dość odosobnionym domu na wzgórzach Kornwalii. Jednak jego niedawna tożsamość, którą chce wymazać z pamięci, sama daje o sobie znać (wspomnienia można uciszyć, z ludźmi jest większy kłopot). W niedługim czasie po jego przeprowadzce odwiedza go znajomy marszand sztuki - Julian Isherwood, który potrzebuje pomocy natychmiast. Kilka dni temu w Glastonbury doszło do morderstwa. Zabito konserwatora obrazów i skradziono mu płótno nad którym pracował w pocie czoła - prawdziwy skarb, oryginalny obraz Rembrandta. Okazuje się jednak, że ów dzieło może być o wiele cenniejsze niż się wydaje - kryje ono bowiem bardzo mroczną tajemnicę z przeszłości.






